in

Puste granice: Ogród grzeszników – próba recenzji

Minęło praktycznie dziewiętnaście lat między pierwotną publikacją japońskiej light novel pt. Kara no Kyōkai, a jej przetłumaczeniem na język polski. W międzyczasie dzieło Kinoko Nasu zdążyło uzyskać status kultowego oraz doczekało się ekranizacji wyprodukowanej przez studio Ufotable. Po upływie tylu lat ciężko jest napisać w temacie coś nowego, dlatego moim celem bardziej niż zrecenzowanie tej powieści będzie próba wytłumaczenia jej fenomenu.

Ogród grzeszników składa się z siedmiu, niechronologicznie ułożonych części (część ósma, Future gospel nie została wydana w Polsce) i nie posiada jednej, spójnej linii akcji, a raczej rozpada się na kilka, zazębiających się historii. Osią napędzającą wydarzenia jest relacja między głównymi bohaterami: Shiki Ryōgi, dziewczyną posiadającą moc zwaną „mistycznymi oczami widzenia” i Mikiyą Kokutō, jej przyjacielem z klasy. Bohaterów poznajemy podczas prowadzonego przez nich śledztwa w sprawie serii samobójstw nastolatek, popełnianych poprzez skok z dachu budynku Fujou. Okoliczności ich śmierci są o tyle niezwykłe, że żadna z nich nie pozostawiła po sobie listu pożegnalnego zupełnie jakby jakaś niewytłumaczalna siła pchała je do odebrania sobie życia.

Śledząc postępy bohaterów powoli wciągamy się w specyficznie nakreślony świat „Pustych granic”, który z jednej strony dopuszcza istnienie zjawisk paranormalnych, taumaturgów i mistycznych mocy, z drugiej zaś bardzo mocno je ogranicza i skupia się na racjonalnych ich wytłumaczeniu. Motywem przewodnim tekstu są bardziej rozważania na temat osobowości i stawianych sobie przez nas etycznych granic, aniżeli zmagania bohaterów ze złym taumaturgiem Sorenem Arayą. Tak naprawdę główny konflikt rozgrywa się w świadomości Shiki Ryōgi, cierpiącej na rozdwojenie jaźni w wyniku którego jej ciało kontroluje żeńska Shiki, dopuszczając czasem do głosu swoje męskie ja, Shikiego (członkowie rodu Ryōgi zawsze otrzymywali imię brzmiące tak samo w wersji męskiej i żeńskiej). Shiki stanowi „negatywną część” bohaterki i dąży do niszczenia, mordowania, natomiast żeńska Shiki jest jego przeciwwagą, której życie skupia się na metaforycznym zabijaniu w sobie męskiego ja. Całość jeszcze bardziej się komplikuje, gdy Shiki ulega wypadkowi w wyniku którego Shiki umiera, dziewczyna zaś po dwóch latach śpiączki budzi się z tajemniczą mocą pozwalającą jej widzieć linie łączące otaczających ją ludzi i rzeczy z energią świata. Innymi słowy, widzi przyczynę i sposób unicestwienia wszystkiego i potrafi eksploatować tę wiedzę w walce.

Fabuła, choć zagmatwana, z kolejnymi częściami coraz bardziej przybliża czytelnika do poznania prawdy stojącej za wypadkiem Shiki i serią morderstw, która nastąpiła na krótko przed nim. Mocną stroną Pustych granic są świetnie zarysowane, niebanalne postaci. Uwagę zwracają silne bohaterki zaczynając od tłumiącej w sobie psychopatyczne tendencje głównej bohaterki przez racjonalną, kierującą się własnym kodeksem taumaturg Tōko Aozaki po skrywającą wstydliwą tajemnicę Azakę. Nie brakuje również ciekawych postaci męskich czego najlepszym przykładem jest Mikiya Kokutō, który z jednej strony wpada trochę w stereotyp chłopaka podkochującego się w głównej bohaterce, z drugiej zaś jego relacja z Shiki nie określa go a stanowi jedynie zarys, tło dla jego dalszego rozwoju.

Innym aspektem wyróżniającym Puste granice jest sposób przedstawienia przemocy i różnorakich wypaczeń osobowości. Powieść zawiera wiele oddziałujących na wyobraźnię scen morderstw, gwałtów i ogólnie rozumianego zadawania bólu, które mogą wywoływać w czytelniku niepokój, jednak każda z nich ma swoje znaczenie fabularne i przybliża do odpowiedzi na pytanie o tytułowe puste granice. Szczególnie zapadła mi w pamięć część poświęcona Fuijno Asagami, antagonistki Shiki, niezdolnej do czucia bólu. Nie zdradzając szczególnie wiele, moce postaci negatywnych często nawiązują do braku lub nadmiaru jakiejś cechy lub zdolności, który prowadzi do rozwoju tendencji psychopatycznych.

Podsumowując, Puste granice: ogród grzeszników to pozycja niezwykła, łącząca w sobie elementy gore, fantasy,  ale także solidną dawkę psychologii i filozofii. Co więcej, nie zawodzi na żadnym z wyżej wymienionych pół i można ją czytać wielokrotnie, za każdym razem odkrywając kolejny, wcześniej niedostrzeżony aspekt lub wątek. Ponadto, Puste granice poza wciągającą, oryginalną fabułą posiadają również ciekawą formę będącą skrzyżowaniem powieści szkatułkowej z powieścią paraboliczną, zmuszając czytelnika do wysiłku intelektualnego. Jednocześnie, dzieło Kinoko Nasu wymyka się stereotypowi wytworów japońskiej kultury popularnej (na przykład, nadmiernej infantylizacji postaci żeńskich) przez co z czystym sumieniem mogę ją polecić jako pozycję godną uwagi również dla osób unikających tego typu pozycji.

BRADL tom 3 [spotkanie autorskie]

Joe Shuster – Opowieść o narodzinach Supermana [recenzja]