in , ,

Za mało ten czarodziej groźny [recenzja I]

czyli „Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda”

Po dwóch latach od premiery filmu Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć wszyscy fani różdżkowej magii znanej z przygód Harry’ego Pottera mogli na nowo wkroczyć do świata pełnego czarów i czarodziejów. Oto bowiem, na podstawie scenariusza sławnej J.K Rowling, nakręcono kontynuację przygód Newta Scamandera i jego przyjaciół. Zbrodnie Grindelwalda jednak fabularnie koncentrują się na zbuntowanym, kroczącym własną drogą czarodzieju, chcącym wyegzekwować pełnię władzy nad wszelkimi mugolami. Czy mu się to udaje – pokrótce w recenzji.

By Source, Fair use, Link

Na początek przyznam, że zapoznałem się z magicznym światem wykreowanym przez brytyjską pisarkę bardzo niedawno, uczestnicząc w maratonie filmowym z dwoma częściami Fantastycznych zwierząt. Jak dotąd nie czytałem książek o Harrym Potterze, ani nie oglądałem ich ekranizacji, choć to nie znaczy, że nie miałem tego w planach. Dlatego, aby nie zgrywać wszechwiedzącego, nie będę odnosił się do papierowych pierwowzorów, ani do hitów filmowych z uniwersum Wizarding World sprzed kilku lat. Skupię się głównie na opinii o najnowszej części, opisując co mnie w niej zainteresowało, a co rozczarowało. Mogą pojawić się drobne nawiązania do do Fantastycznych zwierząt i jak je znaleźć oraz nieuniknione spoilery.

Film zaczyna i kończy się widowiskowo, zarówno w sferze wizualnej, jak i fabularnej. Słyszałem opinie, że są to tak właściwie tylko dwie sceny zasługujące na pochwałę, w przeciwieństwie do reszty ukazanych wątków. Po części zgadzam się z takim poglądem, bo niestety twórcy mogliby uczynić z opisywanego obrazu znacznie solidniejsze kino. Ale to nie znaczy, że film jest zły – po prostu zrobiony inaczej niż jego prequel.

Wizualnie zrobiło na mnie wrażenie kilka scen ze środka filmu. Pierwszą z nich było ukazanie “karnawału dziwadeł” w Circus Arcanus w Paryżu. Niesamowite stworzenia, magiczne sztuczki, zanurzone w światłach i dźwiękach przykuwają wzrok na dłużej. Swoją urodą i niezwyczajnym talentem zachwyca także jedna z artystek cyrkowych – Nagini, zagrana przez Claudię Kim, znaną z występów w Avengers – Czas Ultrona. Również wygląd fantastycznej bestii z Chin, chimery lwa i smoka, którą stara się uspokoić Newt, silnie oddziałuje na wyobraźnię, szczególnie fanów kultury Państwa Środka.

Drugą ze scen, która wywołała u mnie zachwyt, było zwołanie tajnego spotkania dla czarodziejów, jakie Grindelwald zaplanował w grobowcu na największym paryskim cmentarzu, czyli Père Lachaise, a bardziej pojawienie się sygnału, widzianego tylko przez magiczne istoty. Wszystkie budynki stolicy Francji obleczone zostały czarnym całunem, ulatującym ku niebu. Paryż dosłownie obleczony zostaje w mrok, co robi niesamowite wrażenie – takiego zabiegu artystycznego nie zastosowano chyba wcześniej w żadnej z superprodukcji fantasy.

Podczas seansu na sali kinowej w pewnym momencie rozległy się “ochy” i “achy” kiedy to na ekranie majestatycznie “pojawił się” Hogwart. Choć w tej kwestii sam nie odczułem aż takiej radości, ponieważ znam nazwę szkoły magii tylko ze słyszenia. Jednak przyznam, że wizualnie scena także robiła wrażenie.

Na koniec, kilka słów poświęcić należy tytułowemu bohaterowi, czyli Gellertowi Grindelwaldowi. Bo właściwie sposób pokazania jego postaci był dla mnie najbardziej rozczarowujący. Po trailerze wnioskować można było, że będzie on naprawdę mroczną postacią, a jego “zbrodnie” wywołają naprawdę wielkie szkody w świecie czarodziejów i niemagicznych. Niestety. moim zdaniem twórcy filmu nie uczynili z Grindelwalda do końca ciekawej postaci. Jest wprawdzie zdeterminowany, zimny i diabelsko inteligentny, jednak z drugiej strony mało skuteczny oraz pokazujący niewiele umiejętności magicznych. Użyte przez niego słowa “Join me or die” nie za bardzo odzwierciedlone zostały w czynach. Przyznać za to należy, że argumenty i poglądy czarodzieja, za pomocą których zjednuje popleczników są prawdziwie do zaakceptowania. Nie do końca można zatem uznać, że to właśnie “ci dobrzy” muszą mieć rację i prawo do decydowania o ogóle.

Podsumowując, film według mnie nieco rozczarowuje fabularnie, także przez swą wtórność w stosunku do części pierwszej, ocenianej o wiele wyżej. Pozostaje czekać na ciąg dalszy, bo kto myślał, że historia zostanie zakończona, był w błędzie.

Fan kultury japońskiej. Wielbiciel twórczości Quentina Tarantino i J. R. R. Tolkiena. Classic-metal maniac, Prelegent i cosplayer-amator na konwentach.
Spokojny, nieśmiały, z empatią dla innych.

Punisher MAX. Tom 5 [recenzja]

Fantastyczne zwierzęta bez fantastycznych zwierząt [recenzja II]