in , ,

Horrorowy Kalendarz Adwentowy #6

Silent Night, Deadly Night (1984)

Z cyklu Horrorowy Kalendarz Adwentowyczęść 6 – czyli przegląd filmów grozy powiązanych ze świętami – lecimy klasyką, czyli horrorem – „Silent Night, Deadly Night” z 1984. Liczyłem na słabszy film, trzymający się zasad slashera, a dostałem naprawdę coś więcej. 💀
Otóż poznajemy niejakiego Billy’ego, który doświadcza w młodym wieku naprawdę ostrej traumy, związanej ze świętami, a potem ta trauma jest karmiona przez cały jego czas dorastania w sierocińcu. Wychodzi, że Święta są straszne, Mikołaj to potwór, a seks podlega karze. W wieku 18 lat podejmuje pracę w sklepie z zabawkami, gdzie daje się poznać jako miły i uczynny gość. Aż do świąt…
Tam Billy dostaje dostaje fuchę Mikołaja, pije po raz pierwszy w życiu alkohol. Pijany szef ryje mu beret żeby się zajął w końcu tymi ludźmi, bo są święta, a on jest Mikołajem. No to Billy zaczyna się zajmować – w swój własny sposób 🙂
Gdy już zaczyna sprawdzać się formuła slashera (a raczej pół-slashera, bo nie mamy żadnych final girls 🙂 ) to zaczyna robić się krwawo, brutalnie i pomysłowo. Morderstwa nie są jakieś wstrząsające, ale dość oryginalne (żadne narzędzie nie powtarza się dwa razy), a hasło bojowe szalonego „Mikołaja” – NAUGHTY!, albo PUNISH! wprowadza widza w śmiechowy nastrój. Palmę pierwszeństwa w killach zdobywa zjeżdżający na sankach gość, który w przelocie zostaje zdekapitowany przez Mikołaja, wyskakującego z krzaków z siekierą 🎃
Film jest nierówny, bo czas dorastania Billy’ego pokazany jest jak uproszczony, brutalny dramat o straumatyzowanym chłopcu z sierocińca, gdzie nęka go nie stroniąca od kar cielesnych Siostra Przełożona – za to jak już dorasta i odbija mu szajba to jest naprawdę konkretnie, pomysłowo i krwawo.
Bardzo dobra pozycja, byleby ją nie nazywać slasherem, bo posiada tylko cześć cech gatunku, ale śmiało mogę polecić to koneserom gatunku plus ludziom, którzy chcą zobaczyć dobry horror o psychu na święta, przyprawiony troszkę dramatem i czarnym humorem. 🦇

NA CO DYBIE W WIELORYBIE CZUBEK NOSA ESKIMOSA [Recenzja]

Bezsłoneczna Cytadela