in , ,

Japonia: W zdrowym ciele – zdrowy duch

czyli o sporcie w Japonii – tym realnym i popkulturowym

W ostatnią niedzielę, oryginalną ceremonią zamknięte zostały XXIII Zimowe Igrzyska Olimpijskie, zorganizowane tym razem w koreańskiej miejscowości Pyeongchang. Reprezentacja Japonii w klasyfikacji medalowej znalazła się na 11-tym miejscu, zdobywając 4 złote, 5 srebrnych i 4 brązowe „krążki”. Jak dotąd, na wszystkich poprzednich zimowych olimpiadach, sportowcy japońscy zdobyli łącznie 32 medale, plasując tym samym swój kraj na 14. miejscu w klasyfikacji wszechczasów. Podczas letnich igrzysk Japończycy radzili sobie lepiej, przywożąc ze sobą aż 360 wyróżnień medalowych.

Przyznaję otwarcie, że nie uważam się za zapalonego kibica sportowego, na każdym kroku obnoszącego się z barwami swych ulubionych zespołów. Jeśli jednak chodzi o wszelkiego rodzaju turnieje czy igrzyska oglądam je regularnie. Z powodu zainteresowań kibicuję zwykle „biało-czerwonym” z Kraju Kwitnącej Wiśni (to ciekawy zbieg okoliczności, że flagi polska i japońska są w tych samych barwach). Tak było również podczas sportowych zmagań w Pyeongchangu – cieszę się, że japońscy „atleci” dzielnie stawali w wielu dyscyplinach, chociaż spodziewałem się większej ilości zwycięstw. Atmosfera kibicowania wpłynęła też na pomysł tematu na drugą „opowieść z Nihon-sekai”. Poniżej postaram się opisać, jak uprawianie sportu wygląda w Japonii, jakie dyscypliny są najczęściej uprawiane i czy większą popularnością cieszą się fizyczne aktywności rdzennie azjatyckie, czy raczej te zaczerpnięte z Zachodu. No i oczywiście, na portalu o popkulturze, nie mógłbym nie napisać w kilku słowach o wpływie sportu na tytuły gatunkowych mang i anime. Tak oto – dziesięć przysiadów i zapraszam do czytania.

Zacznę od japońskiego sportu narodowego, a mianowicie judo. To swoiste połączenie sztuki walki oraz ćwiczeń ducha zostało stworzone przez Jigoro Kano-sensei na początku XX w. Nie na darmo nazywane jest łagodną drogą – właśnie odpowiednie wytrenowanie technik w połączeniu z otwartością umysłu zapewnia sukces. Oczywiście, jako sport japoński, judo zawiera w sobie również okazywanie szacunku dla przeciwnika. Dlatego przed i po walce judocy zawsze kłaniają się sobie wzajemnie.

By Korea.net / Korean Culture and Information Service (Photographer name), CC BY-SA 2.0, Link

Kano-sensei, rozwijając tę sztukę walki, nakreślił też kilka zasad, którymi należy się kierować podczas treningów. Mówią one o konieczności współgrania ciała i umysłu, stosowania uników jako ataków oraz wykorzystania maksimum skuteczności przy minimum wysiłku. Japońskie sztuki walki bowiem nie są związane z brutalną siłą – poprzez spokój można zwyciężyć lepiej i szybciej. Obecnie judo jest uznawane za sport i trenowane niemal na całym świecie. Dyscyplina regularnie występuje w programie Letnich Igrzysk Olimpijskich, począwszy od roku 1964, kiedy to gospodarzem imprezy było Tokio. 

Żadną niespodzianką nie jest też największa liczba medali, zdobyta w tej dyscyplinie przez sportowców japońskich.

Popkulturowym przykładem propagującym judo jest (dosyć już wiekowa) manga oraz anime „Yawara!”, powstająca w latach 1986-1993. Historia Inokumy Yawary – absolwentki szkoły średniej, która wbrew własnym planom (związanym z beztroską i używaniem życia), musi podporządkować przyszłość woli dziadka – mistrza judo, zawarta jest w aż 29-ciu tomach mangi oraz 124-ch odcinkach serii tv. Dodatkowo powstały też: aktorski film kinowy, dwa pełnometrażowe filmy animowane oraz dwie gry komputerowe. Mimo że seria ma już kilka dobrych lat, nadal jest popularna, szczególnie wśród starszych fanów, i w profesjonalny sposób przybliża tajniki judo.

CC BY-SA 2.0 at, Link Kendocy w zwarciu

Drugim rdzennie japońskim sportem jest tak zwana „droga miecza”, czyli kendo. Wywodzi się oczywiście z walk na katany wojowników japońskich, choć w „edycji” sportowej używa się mieczy bambusowych. Kendo, uprawiane jako sport od XIX w., zyskało światową popularność i podobno, zgodnie ze statystykami, ćwiczone jest przez ponad 7 milionów ludzi. Nie dziwią zatem cykliczne Mistrzostwa Świata i Europy w „drodze miecza”, organizowane przez Międzynarodową Federację Kendo, do której należy już 40 państw.

Na anime o kendo natknąłem się kilka lat temu, podczas jednego z konwentów w Poznaniu. Mowa o serii „Bamboo Blade”, wyświetlanej w latach 2007-2008. 26-odcinkowe anime opowiada historię nauczyciela szkolnego klubu kendo. Lubiący ryzyko Toraji Ishida zakłada się z kumplem o to, który z nich sprawdza się lepiej jako instruktor. Główny bohater stawia więc sobie za cel wytrenowanie drużyny złożonej z pięciu dziewcząt, o całkowicie odmiennych charakterach. Wiadomo ile zabawnych sytuacji narodzi się w takim zespole. Anime w sam raz na odstresowanie, jednak mecze i treningi kendo zostały według mnie profesjonalnie odwzorowane.

Sumici zgromadzeni wokół sędziego na arenie  By No machine-readable author provided. Kükator~commonswiki assumed (based on copyright claims). – No machine-readable source provided. Own work assumed (based on copyright claims)., Public Domain, Link

Za sport narodowy Japończycy uznają także zapasy wojowników o nietypowych, jak na ludzi Dalekiego Wschodu, rozmiarach, czyli sumo. Podobno najstarsze relikty prezentujące mocujących się zapaśników, pochodzą aż z okresu między III a VIII wiekiem. To też chyba najbardziej japoński ze sportów walki, bo obwarowany specjalnym ceremoniałem, którego korzenie sięgają daleko wstecz w historię Kraju Kwitnącej Wiśni. W okresie Edo (1603-1868) walki sumitów organizowane były w celu pozyskania datków na budowę świątyń i chramów. Jednak współczesne zasady tego sportu ustalone zostały trochę później, bo już w epoce Meiji (1868-1912). Same walki może nie są aż tak widowiskowe jak karate czy judo, ale przyciągają uwagę właśnie przez wspomniany wcześniej ceremoniał, przejawiający się w zasadach zależności społecznej, cyklu trenowania i trybie życia zawodników. Kto choć raz oglądał taki pojedynek, na pewno dobrze wie, na czym polega wyjątkowość tego sportu.

Aah! Harimanada

Planując pisanie o sumo, naprawdę nie przypuszczałem, że znajdę mangę lub anime poruszające tematykę japońskich zapasów. A jednak, po małym poszukiwaniu, trafiłem na odpowiednią serię. W roku 1991 Kei Sadayasu stworzył komiks pt. „Aah! Harimanada”, opowiadający o drodze tytułowego bohatera, zawodnika sumo, do mistrzostwa. Rok później powstała seria tv, a potem gry na konsolę Sega Mega Drive.

Odpowiednie trzymanie kamieni w go  By Brian Jeffery Beggerly from S’pore, Singapore – IMG_2755, CC BY 2.0, Link

Jako podsumowanie części dotyczącej typowo japońskich lub dalekowschodnich aktywności, opiszę swoiste połączenie nauki, sztuki oraz sportu, a mianowicie go. A cóż to takiego, może się ktoś zapytać. Go to gra planszowa, pochodząca z antycznych Chin, która zdobyła rozgłos także w Japonii, Korei oraz wielu innych krajach. Często nazywane „szachami z Dalekiego Wschodu” go to bardziej rozrywka dla umysłu niż ciała, wymagająca trzeźwego myślenia i planowania kilku ruchów naprzód. Porównanie do europejskiej „gry królów” jest więc całkiem na miejscu. Podobieństwa zawierają się również w wyglądzie planszy oraz kolorach kamieni. Podczas gry w w go przydaje się zmysł strategiczny, niemal jak u generała planującego ruchy na polu bitwy. Odpowiednio układając kolejne kamienie, należy zastawić przeciwnika, blokując jego pole manewru. Gra wywodząca się z Chin, została bardzo dobrze przyjęta również w Japonii i dziś właściwie bardziej kojarzy się z tym krajem. Rozgrywane są liczne turnieje na wszystkich poziomach zaawansowania, a może wręcz wtajemniczenia. Ponieważ go to coś więcej niż gra planszowa, to raczej wyzwanie dla własnego umysłu.

O popularności go świadczą różne wytwory popkulturowe, jak filmy, anime lub mangi, w których pojawiają się aspekty związane z grą. Chyba najbardziej znanym komiksem japońskim, a później i animowaną serią tv, jest „Hikaru no go”, do którego rysunki stworzył Takeshi Obata, sławny z narysowania kultowego „Death Note”. Tytułowy Hikaru, młodzieniec ciekawy świata, pewnego dnia znajduje na strychu w domu dziadka planszę goban. Okazuje się, że plansza ta jest nawiedzona przez cesarskiego nauczyciela go z ery Heian, Fujiwara no Sai. Kiedyś, zdradzony, popełnił samobójstwo, jednak nawet jako dusza nadal przepełniony jest uwielbieniem do tej antycznej gry. Chłopak, jako jedyny dostrzegający i słyszący przybysza z zaświatów, postanawia zainteresować się zasadami gry, przez co wkracza na ścieżkę niezwykłej przygody.

Tematyka go pojawiała się także w innych, niekoniecznie japońskich filmach, jak np. Pi, Piękny umysł, czy Tron: Dziedzictwo.

Kogo interesuje bliżej kultura Japonii, ten dobrze wie, ile różnych aspektów aktywności społecznych zostało przeszczepionych na grunt dalekowschodni z zasobów europejskich i amerykańskich. W taki sposób obywatele japońscy obchodzą święta, wcześniej im nieznane, czy też zachwycają się przykładami popkultury z Zachodu. Nie jest zatem niespodzianką, że także zachodnie dyscypliny sportowe zyskały wielu zwolenników wśród mieszkańców „krainy samurajów i technologii”.

Shohei Ohtani – World Baseball Classic 2016 https://www.gettyimages.com

Najbardziej znanym sportem zespołowym, mającym swe korzenie w Stanach Zjednoczonych, jest bez dwóch zdań baseball, w Japonii nazywany yakyu. Co ciekawe, historia tej dyscypliny w azjatyckim wydaniu sięga na długo przed II wojną światową. Pierwszą japońską drużynę baseballową założono bowiem już w 1878 roku. Okazało się, że gracze mają w sobie tak duży potencjał oraz talent, że śmiało mogą występować jako profesjonaliści.

Japonia kontra Australia – 2012  By LauraHaleOwn work, CC BY-SA 3.0, Link

Sport szybko zaczął zdobywać popularność, a rozgrywki nie odbyły się tylko w roku 1945, z oczywistych przyczyn historycznych. Obecnie ta, wydawałoby się raczej amerykańska, rozrywka sportowa przyciąga tłumy widzów, porównywalne do liczby kibiców piłki nożnej w Europie. W baseball zaczynają grać już japońscy uczniowie szkół podstawowych, trenując tak samo regularnie jak dorośli. Organizowane są turnieje międzyszkolne, zazwyczaj dwa razy w roku. Z powodu powszechnego zainteresowania powstała również odmiana baseballu, zwana softballem – bardzo popularna wśród dziewcząt, grających wcale nie gorzej od swych męskich rówieśników.

Oprócz bardzo wiekowego anime „Ippatsu Kanta-kun” z 1977 roku, bardzo popularną serią, w której baseball stanowi kwintesencję fabuły, jest „Diamond no Ace”. Główny bohater po przegranym meczu załamuje się (przynajmniej na chwilę), jednak otrzymuje szansę udowodnienia swojego talentu w elitarnej drużynie uczelni Seidou. Nie trzeba dodawać, że zespół celuje w mistrzostwo kraju i prestiż w świecie sportu, jednak droga na szczyt będzie wymagała dużo poświęceń.

Żeby przekonać się, że „dziewczyny też rządzą w sporcie” warto obejrzeć anime o nieco długim pełnym tytule „Princess Nine Kisaragi Girls High Baseball Club”. 26-odcinkowa seria z 1998 roku opowiada o dziewięciu dzielnych uczennicach, grających w baseball w szkole, chcących udowodnić, że są w stanie dorównać drużynom męskim. Dlatego z całych sił trenują, aby wystąpić w prestiżowym Narodowym Turnieju Licealnym w Baseballu. Atutem drużyny jest rozgrywająca – córka wielkiej japońskiej gwiazdy baseballowej.

Z innych drużynowych dyscyplin oczywiście dużą popularnością cieszy się piłka nożna. Oprócz rozgrywek J-League, przynoszących olbrzymie dochody i popularność, na wysokim poziomie od wielu lat stoi też reprezentacja krajowa. W Pucharze Azji zwykle zajmuje miejsce na podium, natomiast w Mistrzostwach Świata dwukrotnie dotarła do 1/8 rundy finałowej.

Zawodnicy japońscy coraz częściej kupowani są przez europejskie kluby piłkarskie za naprawdę duże kwoty transferowe. Znawcy tematu wiedzą, że Japończycy, jak to mają we zwyczaju, także i w rozgrywkach soccera wprowadzili zmiany, niespotykane w innych krajach.

Jeśli idzie o tytuły mang i anime w tematyce piłkarskiej to jest ich naprawdę sporo. Oczywiście chyba każdy fan popkultury japońskiej kojarzy legendarnego Tsubasę Oozorę, czyli „Kapitana Jastrzębia”. To kultowe anime z 1983 roku umieściło poprzeczkę dla konkurencji niezwykle wysoko, podobnie zresztą jak mniej znany, przynajmniej w Polsce, pierwowzór mangowy, liczący aż 37 tomów z samą historią podstawową.

Kyaputen Tsubasa, 1983r.

Epickie mecze japońskiej drużyny Nankatsu oglądali fani w kilkudziesięciu krajach przez dobrych kilka lat. Sam pamiętam lata, kiedy polskie podwórka i place zabaw pustoszały, bo w telewizji wyświetlano kolejne odcinki „Kyaputen Tsubasa”. Nie dziwi więc pomysł stworzenia remake’u kultowej serii, którego premiera zapowiedziana jest na wiosnę tego roku.

Znacznie nowszym tytułem dotyczącym piłki nożnej jest seria „Giant Killing

Giant Killing

z 2010 roku, opowiadająca historię drużyny z problemami, które rozwiązać może pewien dość kontrowersyjny trener.

Fanom sportów halowych, takich jak koszykówka i siatkówka (w której drużyny japońskie zdobywają szczególne osiągnięcia), polecić mogę również kilka ciekawych serii.

Kappei Sakamoto, lub Gigi Sullivan – jak kto woli 😀

Rozgrywki z piłką lądującą w koszu, zostały niezwykle niestandardowo przedstawione w mangowej komedii „Dash Kappei”. Historię wyjątkowo niskiego koszykarza szkolnej drużyny, będącego również fanem dziewczęcych kształtów, w Polsce mogliśmy poznać dzięki ekranizacji anime, znanej pod włoskim tytułem „Gigi la trottola”. Kurdupel zrobi naprawdę wiele, żeby pokazać swoje talenty w każdym sporcie, a przy okazji wpaść w oko koleżance z klasy. Seria przepełniona jest absurdalnym humorem, łącząc w sobie wiele gatunków filmowych. Często też pojawiają się parodie innych kulturowych symboli, japońskich i światowych.

Kto woli jednak piłkę przerzucaną z dużą prędkością ponad siatką, powinien obejrzeć koniecznie inny kultowy tytuł, a mianowicie „Attacker You!” Manga ta (oraz anime) powstały w 1984 roku, w czasie kiedy japońskie siatkarki zdobyły brązowy medal na Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles. Fabuła serii obraca się wokół 13-letniej uczennicy Yu Hazuki, która przeprowadza się do Tokio i zamieszkuje z ojcem. Dziewczyna zaczyna w szkole trenować siatkówkę, wbrew woli rodzica – jej marzenie o dostaniu się w przyszłości do reprezentacji krajowej i udziale w Olimpiadzie pozwala jej jednak pokonać wszelkie przeciwności.

Inspiracjami dla komiksów lub animowanych seriali były też całkiem nietypowe dyscypliny sportowe. „All Out!” to historia kolejnego ucznia o niskim wzroście, ale wielkim temperamencie. A gdzie indziej można wyrzucić z siebie nadmiar emocji, jak nie podczas meczów rugby? Mimo, że seria należy do gatunku sportowych, podchodzi niesztampowo do tematu, wprowadzając nietypowe rozwiązania fabularne.

O innym nietypowym sporcie opowiada z kolei seria „Super Dan”, prezentując zmagania w dodgeballu, w Polsce nazywanym „zbijakiem”.

Związane z aktywnością ruchową jest również anime „I My Me! Strawberry Eggs” z 2001 roku. Młody absolwent, marzący o zostaniu nauczycielem wychowania fizycznego w elitarnej szkole, pozostający bez pracy, ma trudności z zapłaceniem czynszu. Zgłasza więc swoją kandydaturę w lokalnej placówce. Pojawia się jednak „mały” problem – szkoła chciałaby zatrudnić… nauczycielkę. Cóż to jednak za przeszkoda – jeśli czegoś mocno się chce, nic nie może powstrzymać człowieka. Hibiki-san przebiera się więc w damskie ciuszki i zaczyna pracę jako „pani od WF-u”. Nie muszę chyba pisać, ile taki fortel przyniesie nieporozumień i zabawnych sytuacji.

Na koniec odniesienie do wstępu artykułu, czyli o szalenie popularnym obecnie anime, fabułą nawiązującym do sportów zimowych. Od wielu lat japońscy soliści oraz pary święcą triumfy w łyżwiarstwie figurowym. Nazwiska solistek takich jak Miki Ando, Mao Asady czy Shizuki Arakawy były wymieniane podczas najważniejszych turniejów w tej lodowej dyscyplinie, jako zwyciężczyń i medalistek. Jak mieliśmy okazję przekonać się na, zakończonej w niedzielę, olimpiadzie zimowej w Pyeongchangu, łyżwiarstwo figurowe w Japonii jest wciąż jedną z najważniejszych dyscyplin. Swoją ciężką pracę ukoronował, drugim już w karierze, złotym medalem 23-letni Yuzuru Hanyu, w swojej ojczyźnie nazywany już „Purinsu” (Księciem).

Można by napisać, że sukcesy Hanyu-kuna zmotywowały twórców z Japonii do stworzenia anime o tej widowiskowej dyscyplinie zimowej. Tak właśnie powstała seria „Yuuri!!! On Ice”, która, według wielu recenzji, wyznaczyła całkiem nowy poziom dla gatunku seriali sportowych i długo nie zostanie przebita. To właśnie japoński „książę” był inspiracją dla Yuuri Katsuki. Główny bohater anime, po serii niepowodzeń, decyduje się na zakończenie kariery w zbyt młodym wieku. Jednak, zbiegiem okoliczności, jego taniec na lodzie ogląda rosyjski mistrz łyżwiarstwa, który postanawia zostać osobistym trenerem Japończyka, kosztem własnej kariery. Ukazanie „skomplikowanych” relacji między dwoma głównymi bohaterami sprawia, że anime skierowane jest raczej do żeńskiej grupy odbiorców i właśnie wśród fanek zdobyło ogromną popularność. Jednocześnie z tego samego powodu u innych fanów wzbudziło kontrowersyjne opinie.

Widać, że sportowa aktywność jest również mocno propagowana w japońskim społeczeństwie, a sportowcy z tego kraju święcą triumfy od wielu lat, w różnych dyscyplinach. Poza tym sport jest też inspiracją dla tytułów mang i anime. Serie te nie ustępują fabułą produkcjom z innych gatunków. Zatem dla równowagi duszy i ciała, po solidnych ćwiczeniach fizycznych, można zasiąść do lektury komiksu o koszykówce lub obejrzeć przygody w serii o baseballu. Zachęcam i „do zobaczenia” w kolejnej opowieści.

Fan kultury japońskiej. Wielbiciel twórczości Quentina Tarantino i J. R. R. Tolkiena. Classic-metal maniac, Prelegent i cosplayer-amator na konwentach.
Spokojny, nieśmiały, z empatią dla innych.

Znamy tytuł najnowszego filmu Tarantino

Kształt wody [recenzja]