in

Najlepsze komiksy Marvela i DC w 2017

Pożegnaliśmy rok 2017. Fani komiksów wiedzą, co to oznacza – tonę podsumowań i wyborów, co było najlepsze w tym roku. Osobiście jestem fanem głównie komiksów z Marvela i DC i mam pewien problem z tym, jak zazwyczaj są one traktowane w takich zestawieniach – ktoś wciśnie na siłę nagrodę dla jednego tytułu i to nie takiego, który naprawdę na nią zasługuje, ale który narobił sporo hałasu (jestem pewien, że gdzieś tam właśnie nagradzany jest Doomsday Clock, którego wyszły całe dwa numery, bo coś z DC i Marvela mieć wypada). Więc postanowiłem, że zaoszczędzę wszystkim trudu i zrobię listę, na której nagrodzę nie dziesięć, nie piętnaście, a aż dwadzieścia komiksów z Wielkiej Dwójki. Teraz kochani autorzy list, którzy czytali tylko bardziej artystyczne komiksy z niezależnych wydawców, komiksy europejskie i mangę, mogą spokojnie nagradzać to, co lubią a nie wyginać się by wcisnąć coś z tego całego superbohaterskiego cyrku na listę.

Celem tej listy nie jest zachwalanie amerykańskiego mainstreamu, ale zachęcenie fanów do sięgnięcia po te, dobre przecież, komiksy. Dlatego, prócz każdego zwycięzcy z danej kategorii polecam też sięgnąć po wymienionych konkurentów – jeśli mój wybór nie przypadł wam do gustu, może któryś z nich zdoła.

Najlepszy Event

Przyznam, że początkowo nie byłem przekonany do tej kategorii. Eventy uważam za głupie i niepotrzebne, mieszające w fabułach dobrych komiksów. Jeśli już miałbym jakiś nagradzać, byłby to jeden z tych bardzo małych, ograniczających się do dwóch-trzech serii, jak Superman: Reborn, Batman/Flash: The Button czy Totally Awesome Hulk/Weapon X: Weapons of Mutant Destruction. Ale o dziwo, pojawiły się dwa, które były zadziwiająco dobre. Krótkie acz sympatyczne Monsters Unleashed z Marvela oraz Dark Nights: Metal ze scenariuszem Scotta Snydera i rysunkami Grega Capullo z DC. To drugie szczególnie warte jest wyróżnienia, ponieważ primo: eksperymentuje z formą eventu w sposób, który bardzo bym chciał, aby się przyjął; secundo: akceptuje jak głupie tego typu historie są. Zamiast udawać, że jest ważny czy głęboki, daje nam szaloną fabułę, gdzie siedem złych, potwornych wersji Batmana próbuje zmienić świat w coś rodem z okładki do płyty heavy metalowej. To jest głupie, ale nie głupsze niż jakikolwiek inny event i, odrzucając pretensje do bycia czymś więcej niż szaloną zabawą, wybija się ponad konkurencję.

Najbardziej Obiecująca Nowa Seria

W tej kategorii chciałem uhonorować tytuły, które pojawiły się dopiero pod koniec roku i nie miały dużej szansy się wybić. DC wypuściło pod koniec roku kilka szczególnie obiecujących serii, jak rebooty postaci Black Lightninga i Ragmana, sequel do crossovera między Batmanem a Żółwiami Ninja czy wyjątkowo mroczny Mr. Miracle. Ta ostatnia seria była silnym kandydatem do wygranej, ale jeden tytuł z Marvela zdołał wywrzeć na mnie większe wrażenie – Runaways. Opowiada o próbach zebrania w całość zespołu dorastających już nastoletnich bohaterów i naprawienia zniszczeń spowodowanych złymi decyzjami Marvela w ostatnich latach (akurat na czas startu ich serialu w Hulu). Historia ta, w rękach Rainbow Rowell i Krisa Anki, nabiera wyjątkowo melancholicznego klimatu, przepełnionego niepewnością i rozczarowaniem pokolenia, które te dzieciaki mają przecież reprezentować. I chociaż nie doświadczymy tu superbohaterskich bitew, seria niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny, wywołując łzy, śmiech i ciepłe uczucie w sercu.

Najlepszy Hołd Dla Jacka Kirby’ego

Rok 2017 był rokiem setnych urodzin Jacka Kirby’ego, człowieka który stworzył takie postacie jak Fantastic Four, Captain America, X-Men, Silver Surfer, New Gods, Demon Etrigan, O.M.A.C. czy Kamandi. Dziwnym jest to, że chociaż Marvel zawdzięcza mu bardzo dużo, to trudno znaleźć tu wiele tytułów, które by oddawały mu honor – najbliżej zapewne są wspomniane wyżej Monsters Unleashed i space opera Royals. Tymczasem DC takich trybutów wydało całkiem sporo – wspomniany już wyżej Mr. Miracle, Demon: Hell is Earth czy seria one-shotów zebranych w tomiku Kirby 100, gdzie różni scenarzyści brali w swoje ręce takie postacie jak Manhunter, Newsboys Legion czy Darkseid. Największy hołd Królowi złożyły jednak dwie miniserie. Bug! The Adventures of Forager, autorstwa rodziny Allredów, zabrało pomniejszego bohatera jego sagi New Gods w zwariowaną podróż przez czas i przestrzeń, w czasie której spotkał inne postaci swego autora, jak O.M.A.C., Sandman czy Atlas. Druga to The Kamandi Challenge – 12-częściowa seria, w której wybrane poprzez losowanie zespoły weteranów opowiadają historię przygód Kamandiego – ostatniego chłopca na Ziemi, którą, po wielkiej katastrofie, rządzą ludzie-zwierzęta. Każdy odcinek obowiązkowo kończy się dramatycznym zwrotem akcji, wpędzając Kamandiego w kłopoty, z których kolejna ekipa musi go wyciągnąć, by potem wpakować w kolejne. Wśród scenarzystów znajdziemy takie nazwiska jak Bill Willingham, Tom King, Gail Simone, Marguerite Bennett czy James Tynion IV a za rysunki odpowiadają między innymi Neal Adams, Steve Rude, Kevin Eastman czy Amanda Conner. O ile Bug! oferuje bardziej spójną klimatycznie opowieść, to Kamandi Challenge jest moim zdaniem kwintesencją tego, za co ludzie kochają dzieła Króla – to szalona, pędząca naprzód, jakkolwiek nieco chaotyczna opowieść, w której wszystko może się zdarzyć.

Najlepsze Ilustracje

Z zasady skupiam się bardziej na scenariuszach niż rysunkach, więc trudno mi oceniać więcej w tej kategorii. Niezmiernie mnie frustrowało to, jak często dochodzi do żonglerki rysownikami, którzy nigdy nie zabawiają dłużej. Jak więc nagrodzić jakiś tytuł za dobre rysunki, skoro na przykład taki Aquaman przez pół roku raczy nas cudownymi rysunkami Stjepana Sejica a potem zostaje oddany w ręce kogoś innego? Dlatego wybrałem jedną serię która, z powodu przedczesnego zamknięcia, miała tylko jednego rysownika. Ale za to jakiego. Scenariusz Javiera Rodrigueza zabrał serię Nova wszędzie, od szkolnych korytarzy po inne planety. I nieważne, czy przyszło mu rysować dziecinne fantazje Sama Alexandr,a czy koszmarne przeżycia Richarda Ridera w Cancerverse, ilustracje Ramona Peraza dosłownie zapierają dech w piersiach i tworzą wspaniałą całość ze świetnym scenariuszem.

Najlepsza Seria LGBTQ

Rok 2017 był rokiem, w którym wychodziło zadziwiająco wiele, jak na standardy gatunku, tytułów z przedstawicielami mniejszości seksualnych – znak, że wydawcy wreszcie zdali sobie sprawę, że pieniądze to pieniądze i te od gejów, lesbijek czy osób transseksualnych nie są w żadnym stopniu gorsze. Można powiedzieć, że był to rok eksperymentowania, jak należy do tego tematu podchodzić. Niektórzy mogą twierdzić, że nieproporcjonalnie wielki sprzeciw, z jakim spotkały się serie Marvela America i Iceman, wskazuje, że nie powinno się tego robić otwarcie, ale raczej przemycać te postacie. Zrobiły tak na przykład komiksy Shade the Changing Girl i Doom Patrol, które biseksualność swoich bohaterek poruszyły dopiero w trakcie trwania serii. Ale patrząc na to, jak świetnie sobie radzą: seria DC Comics Bombshells, nowe przygody Batwoman czy miniseria Midnighter & Apollo, które nigdy nie ukrywały orientacji swych bohaterów, śmiem wątpić. Gdzieś pomiędzy istnieje seria, która wybrała rozwiązanie po środku – Mother Panic. Historia nie próbuje ukrywać orientacji głównej bohaterki, ale też rozwija ją na równi z innymi aspektami psychologicznymi postaci, jednocześnie tworząc wyjątkowo osobistą opowieść w klimatach noir (świetnie oddanych przez wspaniałe rysunki). Dodatkowo domieszka science-fiction sprawa, że Mother Panic wybija się nie tylko na tle innych tytułów próbujących pozyskać fandom LGBTQ, ale też wśród pozostałych komiksów z rodziny Batmana.

Najlepsza Seria Dla Najmłodszych

Wielka Dwójka używa prawie ekskluzywnie ratingu T+, skierowanego docelowo do nastolatków, ponieważ w tej grupie wiekowej ich komiksy najlepiej się sprzedają. Obecnie, w dobie powolnego powrotu do łask komiksów dla dorosłych, serie, które doskonale nadają się dla dzieci, nadal są przez wydawcę oznaczane jako przeznaczone dla starszej młodzieży. W związku z tym wymienię je tutaj – nagrodzone wyżej Nova i The Kamandi ChallengeSuper SonsMonsters Unleashed (zarówno event, jak i jego kontynuacja o tym samym tytule), Gotham Academy: The Second Semester i The Unstoppable Wasp. Ta ostatnia była wyjątkowa. Zachwyca pięknymi, mieszającymi elementy stylu superbohaterskiego i lekkich, europejskich komedii, rysunkami oraz sympatyczną fabułą z niezwykle ciepłą, pozytywną bohaterką, która przeszła w życiu przez piekło i teraz chce tylko pomagać innym genialnym dziewczynom. Trudno znaleźć równie sympatyczną serię i, o ile każdy z wymienionych w tej kategorii tytułów nadaje się dla najmłodszych, to ten będę polecał najbardziej.

Najlepsza Seria Dla Nastolatków

Na rynku jest zawsze kilka dobrych pozycji dla młodzieży. I chociaż teoretycznie większość publikacji jest przeznaczona właśnie dla tej  grupy odbiorców, duża część komiksów z kategorii T+ wydaje się być skierowana do starszych kolekcjonerów i wieloletnich fanów. Dlatego warto jest wyróżnić tytuły, które najlepiej trafiają w gusta młodych odbiorców. Marvel przez ten rok miał całkiem sporo świetnych pozycji jak Generation X, All-New Wolverine, The Totally Awesome Hulk, Hawkeye czy Ms. Marvel i każda z nich jest godna polecenia. Jednak to tytuł z DC skradł moje serce. New Super-Man opowiada historię aroganckiego nastolatka z Chin, który zostaje wybrany przez rząd do eksperymentu dającego mu moce podobne do posiadanych przez Supermana, a następnie wcielony do chińskiej wersji Justice League. Seria jest przezabawna, zebrana grupa składa się z lekko dysfunkcyjnych, ale jednak mających serce na właściwym miejscu, bohaterów, których interakcje są całkiem przyjemne. Scenarzysta Gene Yang zabiera głównego bohatera w podróż ku dorosłości, w której dotyka motywów chińskiej mitologii i spirytualizmu. Nie waha się również przed przywoływaniem nieco mniej chwalebnych scen z historii DC Comics. Zaskakujące jest to, że, pomimo kiepskich wyników sprzedaży, udało mu się uniknąć zamknięcia i w 2018 powraca z numerem #20 jako New Super-Man and Justice League of China.

Najlepsza Komedia

Nie czytam zbyt wiele komedii i rzadko która z nich potrafi mnie naprawdę rozbawić. Uważam, że wyrosłem już dawno z humoru który próbuje szokować tym, jaki jest ordynarny czy politycznie niepoprawny (bądźmy szczerzy, jeśli widziało się jedną taką komedię, to widziało się je wszystkie). Dlatego miałem tu do wyboru tylko dwa tytuły. Dastardly & Muttley duetu Garth Ennis i Mauricet był mocnym kandydatem do pierwszego miejsca.  Opowiada historię chaosu, jaki wybucha gdy normalny świat nagle zaczyna zmieniać się w świat z kreskówki. Urzekł mnie tym, jak zabawne może być pokazywanie świata, w którym ludzie nagle zaczynają zachowywać się jak animki. Ale palma pierwszeństwa należy się jednak Gwenpool. Co zaczęło się jako głupi pomysł (własną serię komiksów dostaje Gwen Stacy udająca Deadpoola) z punktem wyjścia rodem z fanfika (postać z naszego świata trafia do Marvel Universe), w rękach scenarzysty Christophera Hastingsa okazało się być zaskakująco dobrą historią. Nasza bohaterka przekonuje się wielokrotnie, że świat do którego trafiła nie będzie jej polem do zabawy, a życie ma dla niej kilka trudnych lekcji. Dodajmy, że seria jest pięknie zilustrowana, głównie przez duet wspaniałych artystek Gurihiru a w tym roku, w miarę jak czwarta ściana zaczęła się rozpadać, tytuł miał szansę popisać się wyjątkowymi scenami.

Najlepszy Komiks o Antybohaterze

Wbrew obiegowej opinii, komiksy o antybohaterach czy wręcz złoczyńcach są prawie tak stare jak sam gatunek superhero – jeden z pierwszych i najstarszych przykładów to Namor, the Sub-Mariner z Marvel Comics #1. Zawsze można znaleźć co najmniej kilka wartych uwagi, ale w tym roku, jak i w poprzednim, jeden komiks zdeklasował konkurencję – Deathstroke. Napisana przez genialnego scenarzystę Christophera Priesta seria jest absolutnie zaskakująca, łącząc wciągającą fabułę i inteligentny, pełen odniesień do wszystkiego (od religii, poprzez filozofię do wojskowego żargonu), scenariusz. To bezkompromisowa analiza charakteru głównego bohatera i pokazanie, jak toksyczną i destrukcyjną osobowością jest on nie tylko dla swej rodziny i każdego, kogo wciągnie w swoje plany, ale też dla samego siebie.

Najlepszy Mroczny Komiks

Deathstroke nie był jednak jedynym komiksem, który mógł w ubiegłym roku pochwalić się mrocznym klimatem. Takich pozycji zdecydowanie nie brakowało, na przykład wielokrotnie już wymieniany Mr. Miracle  i jego osobiste koszmary (który pewnie zgarnie parę nagród za 2018), czy też space opera The Ultimates 2, że nie wspomnę o wszystkich komiksach z Bat-Rodziny. Moim zdaniem na szczególne wyróżnienie zasługuje mroczna opowieść, którą przygotowali scenarzysta Saladin Ahmed oraz rysownicy Christian Ward i Frazer Irving –  Black Bolt. Niemy król Inhumans zostaje porzucony przez swych poddanych i skazany za zbrodnię, której nie popełnił. Pozbawiony swej mocy i zamknięty w kosmicznym więzieniu jest zdany na łaskę okrutnego, niemalże wszechmocnego nadzorcy, dla którego nawet śmierć nie jest barierą nie do pokonania. Seria stworzyła piękne piekło, przez które przeciągnęła swego bohatera i udowodniła, że nawet tak mało popularna postać może mieć ciekawą historię do opowiedzenia.

Najlepszy Dziwny Komiks

Czasami lubimy komiksy, które mieszają nam w głowie i każą kwestionować, co jest prawdziwe, a co nie. Które zadziwiają nas dziwactwami, nawet jeśli często przyjmowanymi przez ich bohaterów jako część życia. Marvel próbował wpłynąć na te wody z kilkoma tytułami, z mieszanym skutkiem (na przykład największym problemem kontrowersyjnej serii America było, że nie mogła się zdecydować jak bardzo dziwna chce być). Na tym polu dominacja zdecydowanie należała do imprintu, który dla DC stworzył Gerard Way – Young Animal. Trzy świetne serie sprawiły, że w zeszłym roku nikomu nie mogło zabraknąć psychodelicznych lektur. Shade, the Changing Girl stanowiło piękny, introspektywny hołd dla klasycznych tytułów imprintu Vertigo a Cave Carson has a Cybernetic Eye pokazał nam, jak wyglądałoby Venture Bros, gdyby zamieniło czarny humor na grzybki halucynogenne. Nie można też zapomnieć o powrocie ukochanych specjalistów od dziwaczności, zespołu który zawsze przybywa, gdy zagrożenie jest tak poplątane, że inni superbohaterowie nie wiedzą, z której strony je ugryźć – Doom Patrol. Stworzona ze scenariusza Waya i pięknych rysunków Nicka Derringtona historia zbiera ponownie znany gang dziwolągów, takich jak Robot Man, Crazy Jane czy Flex Mentallo oraz dodaje nowych bohaterów, na czele z, pozornie tylko normalną, Casey Brinke. O ile każdy z trzech tytułów Young Animal gorąco polecam fanom dziwaczności, to Doom Patrol zasługuje na szczególną rekomendację.

Najlepszy Komiks Fantasy

Komiksy zahaczające o gatunek fantasy i horror są, niestety, coraz większą rzadkością w komiksowym mainstreamie. Gdzieś tam zawsze się kręci John Constantine i paru innych, ale w tym roku było sporo rozczarowań na tym polu – Ghost Rider celował w bardziej typową historię superbohaterską i to szybko zgładziło jego serię, miniseria Raven okazała się zupełnie nie spełniać oczekiwań a na solową serię Doctora Strange’a lepiej spuścić zasłonę milczenia. Na szczęście Stephen miał jeszcze w tym roku drugi, o wiele lepszy, komiks – Doctor Strange & the Sorcerers Supreme. Robbie Thompson i rysownicy, Javier Rodriguez i Nathan Stockman, stworzyli wspaniałą, lekko psychodeliczną historię o powołanym przez Merlina zespole najlepszych magów w historii, którzy pokonują czas i przestrzeń, by wspólnie stawić czoła złu. Niezwykle kreatywna, szczególnie w numerze pisanym na modłę paragrafówek, opowieść zadziwia zarówno wizualnie, jak i scenariuszowo i, jeśli mam jakiś komiks z Doctorem Strange polecić, to będzie to ten. A nie ta abominacja Jasona Aarona….

Najlepszy Komiks Science-Fiction

Komiksów z tego gatunku nigdy nie brakuje i raczej brakować nie będzie. Kilka z nich już wymieniłem wcześniej, ale jeszcze jeden zasługuje na wyróżnienie – Green Lanterns. Opowiadająca o przygodach dwójki najnowszych rekrutów kosmicznej policji – Simona Baza i Jessiki Cruz – seria, od swojego debiutu podbija serca czytelników za sprawą niewiarygodnie sympatycznych głównych bohaterów oraz intrygujących fabuł. Cykl ten wyniósł postać Jessiki do poziomu ulubienicy fanów, przez co zaczęła się ona pojawiać w innych tytułach i wersjach alternatywnych jak DC Comics Bombshells czy DC Super Hero Girls. Co zaskakujące seria przetrwała nawet zmianę scenarzysty, gdy Sama Humphriesa pod koniec roku zastąpił Tim Seeley, który utrzymał świetny poziom przygód dwóch Latarni. Ponieważ komiksy z nurtu Odrodzenie DC trafiają już do Polski, mam szczerą nadzieję, że również Green Lanterns u nas zawita.

Najlepsza Seria Polityczna

Wiele się obecnie mówi o polityce w komiksach. O tym, czy komiksy powinny poruszać takie tematy, a jeśli tak, to w jaki sposób. Gdzieś obok tej dyskusji orbitują komiksy, które nie zajmują się polityką w formie metafory obecnych zdarzeń, ale biorą ją w całości i czynią elementem świata przedstawionego, częścią życia ich bohaterów. Zazwyczaj dlatego, że ich bohaterowie są na pozycji, gdzie nie mogą tej polityki uniknąć, na przykład u władzy. Doskonałymi i klasycznymi tego przykładami są, piękne zilustrowany, Aquaman i Black Panther. Pierwszy z nich jest świetny, ale to ten drugi ujął mnie ogromnym zaangażowanie w poruszane tematy, tworząc niezwykle wielowarstwowy obraz Wakandy targanej wieloma problemami, gdzie tradycja, religia, magia, zaawansowana technologia i idee demokratyczne jednocześnie współistnieją i zderzają się ze sobą cały czas. Ta-Neheshi Coates stworzył epicką opowieść, którą polecam wszystkim wyczekującym na nadchodzący film o królu T’Challi.

Najlepsza Seria Street Level

Jeśli czegoś nie brakuje nigdy w komiksach superbohaterskich to tak zwanego “Streel Levelu” – poziomu bohaterów operujących bliżej ziemi, na przepełnionych zbrodnią ulicach i dachach budynków. Zazwyczaj można określić tę kategorię jako “nagroda dla Batmana” bo to zwykle jakiś komiks o nim ją zgarnia. Również w ubiegłym roku nie zabrakło wyjątkowo dobrych tytułów z gackiem, ze świetnym Detective Comics James Tyniona na czele, i zaskakująco dobrym Batmanem Toma Kinga Mimo tego konkurencja była silna dzięki tytułom, które Marvel zaczął wypuszczać po debiucie serialu Defenders, tj. Luke Cage Davida Walkera (oraz wcześniejszy, wyjątkowo dobry Power Man & Iron Fist), Defenders i Jessica Jones Briana Bendisa czy The Immortal Iron Fist Kaare Andrewsa i Afu Chana. Jednak ja chciałem wyróżnić jedną serię, która pokazała, że tego typu historie mogą działać nawet, kiedy próbuje opowiedzieć się je w bardziej pozytywnej, ciepłej atmosferze. Ms. Marvel autorstwa G. Willow Wilson i grupy rysowników z Adrianem Alphona i Takeshim Miyazawą na czele, po raz kolejny w zeszłym roku pokazała, że można trzymać swego bohatera bliżej ludzi oraz poruszać poważne tematy i nie trzeba w tym celu chować się w cieniu.

Najlepsza Seria Szpiegowska

Okej, ale ten gatunek to już w ogóle ma szczęście, jeśli jakikolwiek komiks z Wielkiej Dwójki będzie miał z nim cokolwiek wspólnego. Zazwyczaj najlepsze na co można liczyć to pozycje takie jak zeszłoroczne Secret Warriors, które się fajnie czyta, ale elementów szpiegowskich jest tam tylko odrobina. W minionym roku jednakże dwie serie miały okazję zaspokoić zapotrzebowanie fanów tego gatunku. I, o ile psychodeliczny hołd dla prac Jima Steranko, Nick Fury Jamesa Robinsona i ACO jest niezaprzeczalnie wart nagród, to jednak musi oddać palmę pierwszeństwa Wild Storm, ze scenariuszem Warrena Allisa i ilustracjami Jona Davisa-Hunta. Świat Wildstorm w naszym kraju jest znany zapewne fragmentarycznie z takich tytułów jak Wild C.A.T.S. czy the Authority. Jego odświeżona wersja to piękna i niezwykle klimatyczna opowieść o świecie rozdzielonym pomiędzy dwie tajne organizacje, które tylko czekają na pretekst, by rzucić się sobie do gardeł. Zaawansowane technologie, obcy, mistycyzm, nowe media, tajne operacje – wszystko to łączy się i przeplata w, łamiącej ograniczenia gatunkowe, opowieści, przy której blednie nawet Archiwum X. Warta uwagi jest też seria poboczna, Wild Storm: Michael Cray, skupiająca się na losach tytułowego agenta polującego na kryminalistów, niepokojąco podobnych do postaci znanych z głównego świata DC.

Najlepszy Komiks o Tajemnicach

Skoro o tajemnicach i sekretach mowa, to jest taki gatunek który się w nich specjalizuje. Gdzie połowa zabawy polega na odkrywaniu kolejnych elementów układanki i składaniu ich w jedną całość. W tym roku zakończyła się seria skierowana do młodszych odbiorców, która właśnie w tym się specjalizowała – Gotham Academy: Second Semester, autorstwa Karla Kerschla, Becky Cloonan, Brendena Fletchera i Babs Tarr. Kontynuacja pierwszej serii nie miała niestety okazji cieszyć się równą jej ilością numerów, ale z gracją zdołała dać czytelnikom tak wyczekiwane odpowiedzi oraz satysfakcjonujące zakończenie przygód klubu detektywów ze szkoły obok Azylu Arkham. Obie serie Gotham Academy to jasne punkty w ponurym świecie Batmana, używające mrocznej atmosfery Gotham by opowiedzieć historię z lekką domieszką dreszczyku, ale wciąż zdolną wciągnąć zarówno najmłodszych jak i starszych odbiorców. Zawsze będę je gorąco polecał.

Najbardziej Epicka Seria

Jeśli chodzi o nagrody gatunkowe chciałem wyróżnić jeszcze jedną kategorię. Komiksy od zawsze potrafią dostarczyć tego, co potocznie określa się mianem “epickości”. Wielkie przygody gdzie ważą się losy nie tylko całych planet, ale wręcz Wszechświatów; gdzie, by zwyciężyć, bohaterowie dokonują rzeczy przekraczających granice wyobraźni. W minionym roku w tej kategorii przodował scenarzysta Al Ewing, na przykład w serii Royals, gdzie wprowadził całą potężną rasę obcych mających ogromne farmy planet. Niemniej jednak dopiero jego The Ultimates 2 osiągnęło zupełnie nowy poziom. W tej serii ważyły się losy nie tylko Wszechświata, ale całego Multiversum, z tak potężnymi graczami kosmicznej sceny Marvela, jak Galactus, Ego, Celestiale, Eternity i Living Tribunal, nie tylko biorącymi czynny udział, ale też ponoszącymi straty, podczas gdy mocarni, ale wciąż jednak zdeklasowani bohaterowie robili co mogli, aby ocalić rzeczywistość jaką znają. Uwielbiam tego typu tytuły, bo pokazują, jakie możliwości dają komiksy, gdzie jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia twórców.

Najlepsza Seria Solowa

Normalne zestawienia ograniczyłyby się do tej i następnej kategorii, ale mnie daleko do normalności. Nie będę was jednak trzymał dłużej w niepewności. Czas wybrać najlepszą serię ze wszystkich, w których bohaterem była pojedyncza postać. Wiele komiksów jakie wymieniłem powyżej, zarówno nagrodzonych jak i kandydatów w innych kategoriach, stanowiłoby świetną alternatywę dla mojego wyboru i nawet ja muszę przyznać, że rywalizacja była tu wyjątkowo zażarta. Jednak koniec końców, zwycięzcą zostaje Superman. Uwielbiam jego obecne przygody, a Clark jako ojciec i mąż to chyba moja ulubiona interpretacja Człowieka ze Stali w całej historii. Do tego relacje między Clarkiem, Jonem i Lois są świetne a pozostała dwójka ma sporo własnych, wspaniałych momentów. Więc jeśli ktoś jest rozczarowany przygodami Supermana w filmach DC, zdecydowanie polecam przygody Supertaty.

Najlepsza Seria Zespołowa

Podobnie jak przy poprzedniej kategorii, wymieniłem powyżej wielu dobrych kandydatów do tej nagrody. Jest jednak jeszcze jeden komiks, który zasługuje na uznanie, nawet jeśli nie dane mu było być na rynku dłużej, niż ten jeden rok – U.S. Avengers. Historia przygód zespołu Avengers, w którego skład wchodzą takie postacie jak Squirrel Girl, Red Hulk czy nowa Iron Patriot, z doklejonym patriotycznym motywem była przezabawna w pełnym tego słowa znaczeniu, od pierwszego do ostatniego numeru, a po drodze nie bała się też poruszać aktualnych tematów w lekkim, komediowym wydaniu. Trudno mnie przekonać do komiksów o Avengers, ale ten zdecydowanie podbił moje serce.

Oto więc moje Top 20. Mam nadzieję, że zachęciłem przynajmniej kilka osób do sięgniecia po coś z tego przebrzydłego superbohaterskiego mainstreamu. Bo uwierzcie mi – gdy pływasz na tych wodach tak długo jak ja, odkrywasz jak wiele skarbów przemyka zupełnie niezauważonych.

Zadry nasze powszednie

Myszka Miki Kawa ,,Zombo” [recenzja]