in , ,

Fistaszki zebrane. 1999-2000 [Recenzja]

Charles M. Schulz

Fistaszki to komiks legenda, zaś Charles Schulz jest autorem który nierozerwalnie kojarzy się właśnie z Charlie Brownem, Snoopym i innymi. Bez niego i jego pasków, świat komiksu byłby zupełnie inny. Trzeba przyznać, że z Schulzem i jego historyjkami jest jak z uwielbianym przeze mnie Baranowskim. Albo autora lubisz i czekasz na kolejne jego produkcje, ale nie znosisz i unikasz wszystkiego co się z nim wiąże. Mimo wszystko, jest to jednak legenda tego pokroju, ze znać wypada. Ten konkretny album jest już niestety ostatnim. Jest jak post scriptum w liście, jak sceny dodatkowe w filmach Marvela czy też jak kropka na końcu zdania.

Fistaszki były tworzone przez 50 lat. Pół wieku spotkań z tymi samymi bohaterami i niekończące się przygody, które nigdy się nie znudziły. To wyjątkowe pożegnanie, bo tak się złożyło, że autor, sam przygotowywał się do zakończenia swojej przygody z tym tytułem i przejścia na emeryturę. W bardzo osobistym wyznaniu, potwierdził, że z uwagi na już zaawansowany wiek, nie jest w stanie sprostać terminowości pasków. Nadmieńmy, ze paski ukazywały się codziennie. Charles Schulz przyznał również, że zgodnie z życzeniem jego bliskich, nie chce by ktoś inny kontynuował jego dzieło. Zrobił to w takim czasie, że gdy przyszło już mu się pożegnać z tym światem, dokładnie dzień później ukazał się finałowy pasek. Ostatni raz mogliśmy zobaczyć Charliego Browna rozmawiającego przez telefon, Snoopiego siedzącego nad swoją maszyną do pisania. Tak jak nierozerwalny Charles Schulz był ze światem Fistaszków, tak z chwilą jego śmierci, w  tym jednym momencie oba światy się skończyły.

Wielu autorów koniec końców zostawia stworzone uniwersum, część przekazuje innym autorom wolna rękę w tworzeniu, część światów na zawsze już pozostaje zamknięta. I ten drugi wariant mamy w tym przypadku. Bagaż oczekiwań byłby chyba zbyt wielki do uniesienia dla kogokolwiek kto próbował by wejść w miejsce dotychczasowego autora. I choć nie zobaczymy już nowych przygód Woodstoka, Reruna i innych, to zawsze możemy sięgnąć po takie perełki jak to wydanie, by przypomnieć sobie za co pokochaliśmy Fistaszki. A jest tego trochę. Humor jest bezbłędny i doprowadzony niemal do perfekcji. Mimo iż strona wizualna, jest bardzo uproszczona, nie zapominajmy, że oryginalnie miały być to tylko paski komiksowe, które z biegiem lat rozrosły się w wielki, skomplikowany świat. Niby prosty, ale jednak mający w sobie niezwykłą głębię.

Smutne jest też to, że dotychczasowe wydania obejmowały zawsze dwa lata, tutaj ze zrozumiałych względów jest tylko ostatni rok. Ale przecież tom wypełniony w połowie, nie mógłby zostać od tak wydany przez wydawnictwo Nasza Księgarnia, dlatego chylę czoła za genialny w swej prostocie pomysł, by dorzucić serię „Lil’ Folks” czyli swoisty prequel do Fistaszków. Lil’ Folks to mimo wszystko inny rodzaj wyrazu. Są to pojedyncze rysunki nie paski. Uważne oko zauważy swoistych protoplastów późniejszych naszych ulubieńców, a ciekawostką niech będzie, że imię Charlie Brown właśnie tam pojawiło się po raz pierwszy. Ale przekonajcie się o tym sami.

Czy warto streszczać historię z tego tomu? Chyba nie. Jeżeli jesteś fanem sięgniesz po ten tom, bo zwyczajnie nie wypada tego nie znać. Jeżeli nie jesteś, to chyba nic nie jest w stanie cię przekonać.

Ja z radością zasiadłem do lektury i ciężko było mi się oderwać. Z uśmiechem na ustach czytałem kolejną radosną twórczość Snoopiego, zobaczyłem kolejny, ostatni już mecz baseballa… i zdałem sobie sprawę, że to koniec pewnej epoki.

Dane techniczne:

  • Scenarzysta: Charles M. Schulz
  • Ilustrator: Charles M. Schulz
  • Tłumacz: Michał Rusinek
  • Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
  • Format: 210×165 mm
  • Liczba stron: 344
  • Oprawa: twarda
  • ISBN-13: 9788310136077
  • Data wydania: 27 październik 2021
  • Cena okładkowa: 69,90 zł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

11 września. dzień w którym zatrzymał się świat [Recenzja]