zdjęcie własne
in ,

Czy mężczyźni „naprawdę nienawidzą kobiet” również w komiksie

adaptacja komiksowa trylogii „Millennium” Stiega Larssona

Jednym z małych marzeń fanów, będących jednocześnie „książkoholikami” oraz „komiksożercami”, jest zaistnienie ulubionego tytułu w obu tych gałęziach (pop)kultury i sztuki. Wielbiąc zarówno literaturę jak i „powieści graficzne” również mam takie marzenia. Dlatego po lekturze bestsellerowej trylogii kryminalnej „Millennium”, autorstwa przedwcześnie zmarłego Stiega Larssona, myślałem sobie: „Kurka, ciekawe jak Lisbeth Salander wyglądałaby jako postać w komiksie?” Dlatego, gdy dowiedziałem się, że znalazła się grupka twórców, którzy przenieśli wydarzenia z książek na karty „obrazkowej historii” wiedziałem, że prędzej czy później przeczytam ją z równym zachwytem co pierwowzór.

Bardzo ciekawie prezentują się sylwetki autorów tej trylogii komiksowej.

Denise Mina, odpowiedzialna za zaadaptowanie ma doprawdy niebanalny życiorys. Urodzona w Szkocji, z powodu pracy ojca, przeprowadzała się z rodziną aż 21 razy w ciągu 18 lat, poznając kolejne europejskie stolice. Jako nastolatka rzuciła szkołę, podejmując się różnych prac dorywczych. Potem jednak zdecydowała się na studiowanie prawa. Zajmując się własną rozprawą doktorską, dotyczącą chorób psychicznych u kobiet popełniających przestępstwa, zdecydowała się zacząć karierę pisarską. Powstała wtedy książka „Garnethill„, wydana w 1998 r. Autorka zainteresowała się jednak także sztuką komiksową, tworząc scenariusze lub adaptując historie z literatury. Tak właśnie zaczęło powstawać komiksowe „Millennium”.

Za sferę graficzną trylogii odpowiedzialni są Andrea Mutti, Antonio Fuso oraz Leonardo Manco.

Pewnego wrześniowego dnia 1966 roku szesnastoletnia Harriet Vanger znika bez śladu. Blisko czterdzieści lat później znany dziennikarz Mikael Blomkvist otrzymuje nietypowe zlecenie od Henrika Vangera. Stojący na czele wielkiego koncernu magnat przemysłowy prosi dziennikarza o napisanie kroniki rodzinnej. Okazuje się, że to tylko pretekst do rozwiązania zagadki tajemniczego zaginięcia Harriet. Skazany za zniesławienie redaktor Millennium, przechodzi kryzys i rezygnuje z obowiązków zawodowych. Podejmuje się niezwykłego zlecenia, opuszcza Sztokholm, by zamieszkać w niewielkiej wiosce na północy kraju. Po pewnym czasie dołącza do niego młoda ekscentryczna hakerka Lisbeth Salander. Blomkvist i Salander tworzą niezwykły team. Razem błyskawicznie wpadają na trop mrocznej i krwawej historii rodzinnej.” – opis wydawcy

MOŻLIWE SPOILERY

Cała historia, znana z wersji Larssona, została zamknięta w czterech tomach komiksowych, ponieważ pierwsza część, czyli „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” rozrosła się aż na dwa woluminy. Nie dziwi to wcale znających oryginał książkowy, łącznie obejmujący ponad 2000 stron.

Dwie księgi oparte na pierwszej części trylogii Larssona bardzo dobrze oddają znaną historię śledztwa Mikaela na szwedzkiej prowincji. Fabuła została oczywiście skrócona, ale wcale to nie przeszkadza. Więcej, nie wyobrażam sobie, że dałoby się narysować kilkusetstronicowy komiks, w 100% oddający każdy detal pierwowzoru. W komiksie zawarte zostały wszystkie kluczowe sceny i wątki. Rysunki są specyficzne, dość mroczne i ostre wizualnie, jednak przecież i sama historia należy do gatunku political thriller, zatem forma i treść dobrze się uzupełniają. Główni bohaterowie, czyli Mikael Blomkvist, Lisbeth Salander, czy Dragan Armansky narysowani zostali zgodnie z ich charakterystykami, stworzonymi przez szwedzkiego autora. Jeśli chodzi o wygląd postaci na plus, w porównaniu z adaptacjami filmowymi, narysowana została Erika Berger – wygląda młodziej i atrakcyjniej niż aktorka ją odgrywająca.

Wszystkie cztery tomy stoją na wysokim poziomie wykonania, zarówno pod względem adaptacyjnym jak i wizualnym. W drugiej części, czyli „Dziewczynie, która igrała z ogniem” nieco zawiodło mnie jednak za duże skrócenie finału. W pierwowzorze dochodziło się do niego o wiele dłużej, ale i ciekawiej, natomiast w komiksie ciężar zakończenia nie został odpowiednio oddany. Drugim dużym minusem była scena pojedynku boksera Paolo Roberto z jednym z czarnych charakterów – Larsson w książce uczynił z niej majstersztyk, któremu zarówno twórcy komiksu, jak i filmów nie podołali.

Trzecia część komiksowej wersji „Millennium”, czyli „Zamek z piasku, który runął” również nie zawodzi, bardzo dobrze prowadząc historię do końca i zamykając wszystkie główne wątki.  

Oczywiście ponownie twórcy zastosowali pewne fabularne skróty, jednak naprawdę nie wpływają one negatywnie na odbiór całości, a wręcz przeciwnie – ujmują ją w sposób idealny do przeczytania. Pojawiają się niemal wszystkie kluczowe sceny, wątki i bohaterowie, zatem zabieg przycięcia fabuły naprawdę został dobrze przeprowadzony. Kreska wciąż jest surowa, momentami nawet trudna, ale idealnie komponuje się z ciężarem historii, bądź co bądź kryminalnej. Sceny morderstw czy strzelanin oddają brutalność opowieści, natomiast sylwetki głównych bohaterów dobrze odzwierciedlają ich książkowe pierwowzory. Da się zauważyć, że w „Zamku z piasku, który runął” zaostrzono język, raz po raz wplatając do dialogów „rzucanie mięskiem”. Myślę jednak, że zabieg taki również zwiększa realizm, dobrze pasujący do thrillera politycznego. Komiks, podobnie jak książka, skierowanay jest do starszych odbiorców, zatem nikt nie powinien gorszyć się na wyżej wymienione aspekty.

Dla mnie, jako dla fana oryginalnej trylogii Stiega Larssona oraz kultury komiksowej, przeczytanie historii w obu wersjach było dużą satysfakcją i przyjemnością. Myślę, że gdyby Stieg Larsson wciąż żył, doceniłby wydanie swojej trylogii w wersji „z obrazkami”.

Zgodnie bowiem z wyznaniem jego młodszego brata: „Stieg zawsze lubił komiksy. To będzie ekscytujące przeżycie, zobaczyć jak jego niezapomniani bohaterowie ożywają na kartach komiksu.

Zachęcam wszystkich fanów do lektury.

Fan kultury japońskiej. Wielbiciel twórczości Quentina Tarantino i J. R. R. Tolkiena. Classic-metal maniac, Prelegent i cosplayer-amator na konwentach.
Spokojny, nieśmiały, z empatią dla innych.

#mniesiepodoba18 [Paolo Pantalena]

Daredevil – Nieustraszony! – tom 4 [recenzja]