in , ,

Daredevil – Nieustraszony! – tom 4 [recenzja]

Brian Michael Bendis złamał Matta Murdocka, jego życie zamienił w piekło a następnie… zostawił go, przekazując pracę nad Daredevilem innemu scenarzyście. Pozycja, w jakiej się znalazł superbohater nie wydaje się być dogodnym startem dla nowego scenarzysty. Ale mamy tu do czynienia z Edem Brubakerem – legendą wśród amerykańskich scenarzystów. Brubaker gustuje w mrocznych historiach oraz w nagłych zwrotach akcji. Tom 4. serii Daredevil – Nieustraszony jest początkiem runu Brubakera. Czy udało mu się utrzymać wysoki poziom swego poprzednika? Sądzę, że tak!

Opis wydawcy: Matt Murdock wpadł w niezłe tarapaty. Zostaje osadzony w więzieniu na Ryker’s Island, gdzie swoje wyroki odsiaduje wielu złapanych przez niego przestępców. Skazani nie ukrywają, że marzą o zemście. Czy niewidomy adwokat może się wśród nich czuć bezpiecznie? Foggy Nelson oczywiście podejmuje się obrony swojego przyjaciela. Jednak i dla niego odwiedziny u Murdocka mogą się skończyć fatalnie. Tymczasem na ulicach Hell’s Kitchen pojawia się nowy Daredevil, a do Ryker’s niespodziewanie trafia Punisher. Czyżby nieprzypadkowo? A może ktoś ma wobec Murdocka większy plan?

Brubaker specjalizuje się klimacie noir, co świetnie widać w fabule albumu. Jest ona pełna mroku, który najbardziej widoczny jest w pierwszej połowie komiksu, gdzie akcja ma miejsce w więzieniu federalnym. Po przejęciu serii przez nowego scenarzystę wydawać by się mogło, iż pierwsze co zrobi to usunie z życia Matta Murdocka znaczną część problemów pozostawionych przez Bendisa. Lecz nic z tego. Brubaker dokłada swoje trzy grosze. Protagonista jest wystawiany na próby, podczas których często musi decydować się na mniejsze zło. Są momenty, gdy wydawać by się mogło, że każda z ukazanych postaci jest tu tylko po to, aby sprowadzić cierpienie na Murdocka, tym samym łamiąc go doszczętnie. Mimo chwilowych wzlotów w życiu bohatera, czytelnik podświadomie wie, iż historia nie ma prawa zakończyć się happy endem. Historia jest wciągająca, dojrzała oraz pozbawiona dłużyzn, co, być może, wynika z faktu, iż Brubaker, bezpośrednio kontynuując pracę Bendisa, nie musiał rozpoczynać serii od nowa.

Jak już wspominałem pierwsza część komiksu ma miejsce w więzieniu. Co do drugiej połowy, to przypomina trochę filmy z Jamesem Bondem. Podobnie jak Agent Jej Królewskiej Mości, nasz protagonista odwiedza różne kraje oraz egzotyczne lokacje, poszukując sprawcy bajzlu, jakim ostatnio jest jego życie.

Mimo iż mamy tu do czynienia z komiksem z gatunku superhero, niewiele jest tutaj trykociarzy. Sam tytułowy bohater przez większość tomu obywa się bez swego kostiumu. Podobnie jest z jego przeciwnikami. Dzięki temu momentami odnosi się wrażenie, iż seria Daredevil odcięła się od reszty uniwersum Marvela, tym samym zyskując na powadze.

Wraz ze zmianą scenarzysty zmienił się także rysownik. Większość rysunków w albumie wyszła spod ręki Michaela Larka. Podobnie jak jego poprzednik swoimi pracami świetnie oddaje mrok i powagę ukazywanych sytuacji. Plus odpowiednio dobrane, stonowane kolory pozwalają czytelnikowi zapomnieć, iż ma przed sobą komiks o superbohaterze.

Osoby, które zapoznały się z poprzednimi trzema tomami serii pisanymi przez Bendisa, koniecznie powinny również sięgnąć po tom czwarty. Natomiast Ci, którzy jeszcze nie czytali Nieustraszonego, powinni jak najszybciej nadrobić zaległości. Zwłaszcza, iż tom 5 wyjdzie niebawem, albowiem już w  lipcu. Gorąco polecam!

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękujemy wydawnictwu Egmont.

Dane techniczne:

Czy mężczyźni „naprawdę nienawidzą kobiet” również w komiksie

DC Zoom [nowe idzie #1]