in , , , ,

Zoo zimą. Jiro Taniguchi [recenzja mangi]

cierpienia młodego mangaki

Dziś, w dawno nie publikowanych „Opowieściach z Nihon-sekai”, recenzja mangi wyjątkowej, którą miałem przyjemność przeczytać kilka dni temu. Wydawnictwo Kotori przyzwyczaiło już swoich czytelników do wydawania tytułów niezwyczajnych, niesztampowych, wyróżniających się pod względem fabularnym, jak i wizualnym. W taki sposób można również scharakteryzować Fuyu no dōbutsuen (冬の動物園), w Polsce przetłumaczone jako Zoo zimą. Autorem tej obyczajowej mangi jest, niestety już nieżyjący, Jiro Taniguchi-sama (zm. 11.02.2017 r. w Tokio), którego znakiem rozpoznawczym były tytuły dojrzałe, ambitne, obrazujące najczęściej życie codzienne w powojennej Japonii.

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY

Historia w komiksie zaczyna się w 41 Roku Ery Showa, czyli w 1966 (licząc według kalendarza gregoriańskiego, stosowanego w Europie) a jej głównym bohaterem jest młody mieszkaniec Kioto, pracujący w niewielkiej hurtowni tekstyliów. Zajęcie to nie daje mu jednak zadowolenia, przez co, mimo niewielu lat na karku, zaczyna odczuwać zmęczenie życiem codziennym.

Aby sprostać wymaganiom rodziny oraz społeczeństwa, bez zaangażowania wykonuje swoje obowiązki zawodowe, zmuszony do schowania marzeń o projektowaniu odzieży „głęboko do kieszeni”. Aby poprawić sobie nastrój oraz trenować sztukę rysunku, w wolnych chwilach odwiedza miejscowe zoo, gdzie godzinami szkicuje przebywające tam zwierzęta. Wplątany w aferę rodzinną właściciela hurtowni i jego córki, Hamaguchi-san w końcu zmuszony zostaje do zrezygnowania z pracy i wyjazdu do wielkiego Tokio. W stolicy Japonii kontaktuje się z dawnym kolegą i za jego sprawą zupełnie niespodziewanie trafia do skromnej pracowni jednego z najbardziej popularnych komiksowych twórców, mangaki Kondo Shiro. Tak przed chłopakiem otwiera się droga do spełnienia marzeń, choć jest ona raczej wyłożona żwirem i kamieniami.

Mangę Fuyu no dōbutsuen można uznać w sumie za autobiograficzną lub chociaż inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami. Sam Jiro Taniguchi również bowiem zaczynał swoją drogę kariery twórców komiksów jako asystent innego znanego mangaki – Kyuty Ishikawy. Nie wiem na ile wydarzenia z mangi pokrywają się z życiorysem autora, ale nawet jeśli historia Hamaguchi-san jest w większości fikcją, Taniguchi-sama ambitnie przedstawił, z iloma trudnościami wiąże się zaistnienie i przetrwanie w świecie twórców komiksów w Japonii. Przeciętni fani kupujący swe ulubione tytuły nie zdają sobie sprawy, ile wysiłku, stresu i zarwanych nocy kosztuje tworzenie kolejnych tomików lub wydań magazynowych.

Główny bohater Zoo zimą przekonuje się o tym na własnej skórze, będąc z dnia na dzień wrzuconym na głęboką wodę w procesie rysowania mangi. Mamy bowiem przedstawione dokładnie, na czym polega taki proces i jak trzeba się sprężyć, aby nowy rozdział wydany został na czas. Dlatego też mangaka oraz jego asystenci po kilku dobach nieprzerwanej pracy albo odsypiają stres i zmęczenie, albo późną nocą udają się do baru, aby przy większej dawce alkoholu zrzucić z siebie napięcie emocjonalne. Często to właśnie dopiero na takich spotkaniach rozmawiają szczerze o swoich przeżyciach, rozterkach czy marzeniach. „Wypady na kilka głębszych” po godzinach pracy są w Japonii niemal codziennym rytuałem, wpisane jakby w harmonogram dnia. Stąd nie dziwi mnogość takich scen w recenzowanym komiksie. Poza tym, tak jak ZSRR miało wyraźny problem z „bardami” – artystami, jawnie głoszącymi niewygodne poglądy, podobnie społeczeństwo japońskie nie do końca aprobuje grupę społeczną mangaków, wyłamujących się ze schematu „przykładnego pracownika biurowego”. I chociaż manga i anime są rdzennymi elementami popkultury japońskiej, to styl życia ich twórców nie zawsze chwalony jest na forum.

Fuyu no dōbutsuen jest komiksem zdecydowanie dla starszego odbiorcy, szukającego w fabule ważnych kwestii społeczno-egzystencjalnych. Historia przesiąknięta jest pesymizmem a głównymi bohaterami targają sprzeczne emocje, wywoływane trudnymi wyborami moralnymi. Nawet pozornie szczęśliwe zakończenie nie jest za bardzo optymistyczne i może zapowiadać, niekoniecznie pozytywny, ciąg dalszy.

Manga pod względem wizualnym również posiada specyficzny styl. Kreska nosi cechy realizmu, przez co bohaterowie nie mają charakterystycznych „wielkich oczu” a po prostu przypominają normalnych ludzi. Autor bardzo konkretnie podzielił sceny, zamykając je w równych ramkach, co bardziej kojarzy się z komiksami amerykańskimi niż mangami. Rzadko kiedy zatem postacie wychodzą poza kadry, jeśli już to co najwyżej pojedyncze dymki z dialogami. Ciekawe jest również umiejscowienie historii. Większość scen dzieje się w małych pomieszczeniach – kilkumetrowych japońskich mieszkaniach lub barach. Ten minimalizm a wręcz ciasnota również dobrze odzwierciedla warunki lokalowe charakterystyczne dla Kraju Kwitnącej Wiśni. Ten zabieg rysunkowy wywołuje również efekt przytłoczenia emocjonalnego, którym obciążeni są bohaterowie historii. Bowiem nawet sceny na ulicach Tokio lub krajobrazy narysowane zostały ciasno i hermetycznie, co potęguje powagę fabularną.

grafika ze strony wydawnictwa Kotori

Aby pokazać, że społeczeństwo japońskie mimo wszystko również jest różnorodne, autor wprowadził dwa główne miejsca akcji, inne regiony Wysp Japońskich, co wiąże się z różnymi dialektami językowymi, używanymi przez bohaterów. Szczególnie widać to w rozdziale, kiedy Hamguchi’ego odwiedza w Tokio jego starszy brat, pochodzący z Kioto, gdzie mówi się dialektem inshu, często nierozumianym w stolicy. Zostało to podkreślone w dymkach poprzez dodanie kursywy do dialogów.

Ogólnie jestem bardzo zadowolony z lektury mangi Zoo zimą, ponieważ częściej lubię czytać historie dojrzałe, bardziej ambitnie przemawiające do czytelnika, nawet kiedy nasycone są nostalgiczno-depresyjną aurą.

Jedyne, co mnie nieco zawiodło mnie  nieadekwatność tytułu. Momenty spędzone w zoo przez głównego bohatera miały duży wpływ na dalsze wydarzenia w jego życiu, a sceny w „ogrodzie zwierząt” pojawiają się tylko w pierwszym rozdziale i jest ich naprawdę kilka.

Jeśli po lekturze lubicie czuć zaspokojenie intelektualno-emocjonalne i nie bronicie się przed czytaniem ambitnych tytułów mangowych, różniących się od większości gatunku, Fuyu no dōbutsuen autorstwa Taniguchi-sensei powinno przynieść Wam wewnętrzną satysfakcję.

Tytuł oryginalny: Fuyu no dōbutsuen 冬の動物園, 2008
Tytuł polski: Zoo zimą
Autor: Jiro Taniguchi
Wydawca w Polsce: Hanami, 06.2009
Tłumaczenie: Radosław Bolałek
Liczba stron: 236

Fan kultury japońskiej. Wielbiciel twórczości Quentina Tarantino i J. R. R. Tolkiena. Classic-metal maniac, Prelegent i cosplayer-amator na konwentach.
Spokojny, nieśmiały, z empatią dla innych.

Komiks szczeciński [promocja]

„Krew Hydry” [recenzja]