https://bgr.com/2018/07/07/ant-man-and-the-wasp-credits-scenes-tie-into-avengers-infinity-war/
in , ,

Ant-Man and the Wasp [recenzja]

owadzia misja w MCU

Kwietniowa premiera Avengers: Infinity War wystrzeliła w kosmos pod względem fabularnym i wizualnym filmowe uniwersum Marvela i można by uznać, że tamten film powinien być traktowany jako grande finale kilkuletniej opowieści o komiksowych superbohaterach. Jednakże nie jest zaskoczeniem, że sukcesy poprzednich części sagi z MCU oraz oczekiwania fanów wpłynęły na decyzję o tworzeniu następnych obrazów. Poza tym chyba każdy oglądający Wojnę bez granic pozostał bez odpowiedzi na pytanie, gdzie podziewali się Hawk Eye oraz Ant-Man, kiedy Thanos demolował naszą planetę. O losach Sokolego Oka nadal nic nie wiadomo, jednak dalsza historia „człowieka-mrówki” przedstawiona została właśnie w filmie Ant-Man and the Wasp.

Jako, że wszyscy fani filmów MCU na pewno są już po seansie, a maruderzy nie wybiorą się do kina tak czy siak, zatem w dalszej części recenzji pojawią się opisy zdradzające fragmenty fabularne zwane w języku angielskim SPOILERAMI.

Jak pisze dystrybutor filmu w Polsce:
„Scott Lang boryka się z konsekwencjami swoich życiowych wyborów tak w roli superbohatera, jak i ojca. Kiedy stara się pogodzić życie rodzinne z obowiązkami Ant-Mana, Hope van Dyne i dr Hank Pym powierzają mu kolejną pilną misję. Scott musi ponownie założyć kostium Ant-Mana i nauczyć się walczyć u boku Osy, aby wspólnie odkryć sekrety z przeszłości”.

Może mało odkrywcza to fabuła, ale nie trzeba nastawiać się na wielkie sensacje i kosmiczne tajemnice. Ant-Man and the Wasp jest czysto rozrywkowym filmem, z miejscem akcji w całości usytuowanym na naszej poczciwej Ziemi. Nie czekajcie zatem na groźnych najeźdźców z innych galaktyk lub zbrojne organizacje przestępcze, chcące zawładnąć światem. Ant-Man oraz Osa będą musieli zmierzyć się ze złem w o wiele mniejszej skali, co nie oznacza, że ich misja nie będzie interesująca.

Bardziej niż o fabule, chciałbym napisać o kilku innych kwestiach, przez które wyszedłem zadowolony z kina.

Jako fani MCU przywykliśmy do świetnych obsad poszczególnych filmów. Zagranie w którymś z nich stało się swoistym zaszczytem dla aktorów z Hollywood. Dzięki temu na ekranie możemy zobaczyć naprawdę wiele talentów aktorskich młodego i starszego pokolenia. Nie umniejszając nic odtwórcom głównych ról w Ant-Manie i Osie czyli Paulowi Ruddowi i Evangeline Lilly, to jednak cały show kradnie Michael Douglas jako dr Hank Pym. Świetnie radzi sobie w scenach sensacyjnych,  czy obyczajowych, jak i komediowych. Cieszę się, że scenarzyści pozwolili mu na swobodę kształtowania roli i powiększyli znaczenie historii doktora i jego zaginionej żony. W tej roli z kolei, kolejna świetna aktorka (mająca już doświadczenie w adaptacjach komiksowych), czyli Michelle Pfeiffer i choć pojawia się dopiero w dalszej części filmu, również wypada wyjątkowo dobrze.
Do kolekcji gwiazd dołączył jeszcze matrixowy Morfeusz, czyli Laurence Fishburne – tutaj jako naukowiec i kolega Pyma z dawnych czasów, Bill Foster.

Jak już pisałem wyżej, wrogowie pojawiający się w filmie nie są zbyt spektakularni, przez co walka z nimi nie wywołuje aż takich emocji, jak w poprzednich filmach. Ava, zwana „Duchem” tak do końca nie jest nawet zła, a po prostu chce uratować się przed unicestwieniem i dokonać zemsty za krzywdy z przeszłości. Wrażenie robi jej kombinezon (z jakim owadem mógłby się skojarzyć?) i styl walki. Banda Sonny’ego Burch’a – handlarza nielegalnym towarem – to z kolei tylko kilku oprychów do pookładania.

Wizualnie przykuwają uwagę sceny w świecie kwantowym, kiedy to bohaterowie ruszają doń z misją ratunkową. Wymiar w mikroskali pokazany został dokładniej niż w części pierwszej, z całokształtem istot w nim żyjących.

Dużą rolę w możliwościach bohaterów Ant-Mana i Osy odgrywa szalona zabawa ze zmianą rozmiaru. Cytując wyświechtane powiedzonko „rozmiar jednak ma znaczenie”, o czym wielokrotnie przekonuje się w filmie Scott Lang oraz inni bohaterowie, stający na jego drodze. Tu mała dygresja dla fanów mangi i anime – regulowanie wielkości pojazdów/ budynków ewidentnie przywołuje wspomnienia z kultowej serii Dragon Ball i wynalazku geniuszki Bulmy Brief.

Ant-Man and the Wasp od początku reklamowany był jako komedia, a do tego romantyczna. Cechy obu tych gatunków filmowych (właściwie podgatunku) możemy znaleźć w wielu scenach. Najwięcej romantyzmu oczywiście dano na koniec, jednak nie w tak prosty sposób, jak można by zakładać. Żarty, gagi i dowcipy brzmią praktycznie przez cały film, niektóre są całkiem na poziomie, niektóre wręcz przeciwnie, zatem bilans się równoważy. Kto oglądał pierwszego Ant-Mana, wie który z bohaterów jest najbardziej komediowy z założenia i dlaczego jest to Luis. W sequelu jest go też sporo, a kto nie wierzy w to na początku filmu, niech czeka cierpliwie, a się doczeka. Nie mogło również zabraknąć pewnego starszego pana, który regularnie pojawia się w filmach MCU w kilkusekundowych scenach.

Twórcy filmu sprawili widzom mały psikus, ponieważ wcześniej publikowany trailer okazał się nieco wprowadzać w błąd. Nie zdradzę, o które sceny dokładnie chodzi, ale nie wszystko jest tak, jak było w zwiastunie. Ale w sumie to nie zarzut – po prostu zaskoczenie.

Oczywiście, zgodnie z rytuałem, dostajemy dwie sceny po napisach końcowych i również nie zdradzając, napiszę że warto czekać – szczególnie na pierwszą z nich, oj warto.

Podsumowując, jestem zadowolony z seansu Ant-Mana i Osy. Nie spodziewałem się fabuły wciskającej w fotel, a bardziej rozrywki i humoru i je otrzymałem w dużej dawce. Poza tym film zręcznie układa się wśród pozostałych, wypełniając lukę fabularną. Jedyny minus, o jaki mógłbym mieć pretensje do twórców to znacznie ograniczona rola mrówek-przyjaciół, które przecież dzielnie pomagały Ant-Manowi w walce z Yellowjacketem w części pierwszej. I komediowe ich potraktowanie tutaj według mnie nie wystarczy. Powinny zastrajkować.

Polecam wybrać się do kina, ponieważ następny odcinek sagi MCU zaplanowany został dopiero na marzec 2019 roku.

Fan kultury japońskiej. Wielbiciel twórczości Quentina Tarantino i J. R. R. Tolkiena. Classic-metal maniac, Prelegent i cosplayer-amator na konwentach.
Spokojny, nieśmiały, z empatią dla innych.

O dziewczynie skaczącej przez czas – recenzja mangi

Kocia skórka. Trzy opowieści w rytmie samby