in , ,

Aristophania Tom 1: Królestwo Lazuru [Recenzja]

Co jest z tymi francuskimi autorami i tajemniczymi, władającymi magią, kobietami w zaawansowanym wieku? Nie wiem, ale podoba mi się ten trend. Komiks Xaviera Dorisona i Joëla Parnotte’a, siłą rzeczy skojarzył mi się z – recenzowaną jakiś czas temu – Walizką. Warstwa wizualna pierwszego tomu Aristophanii nie jest może aż tak piękna i wymuskana. Nie zrozumcie mnie źle, bo kreska – sama w sobie świetna – jest po prostu inna niż w Walizce. Autorzy stawiają na realizm, który przy tej historii sprawdza się świetnie. Komiks Dorisona i Parnotte’a ma też większy – niż Walizka – rozmach fabularny. Dzięki niebanalnemu wprowadzeniu i interesującej narracji, tom wciąga już od pierwszej strony. Od razu też widać, że nie jest to historia, która skończy się szybko, a całe uniwersum ma spory potencjał różnych kontynuacji.

Nie dajcie się zwieść okładce, bo nie jest to urocza historia w stylu Mary Poppins. Rzecz rozgrywa się we Francji na samym początku XX wieku. Obok naszego świata istnieje jeszcze alternatywny, w którym substancja określana jako lazur daje jej użytkownikom magiczną moc. Świat ten rozdarty jest przez potężny konflikt, w który zostaje uwikłane pewne rodzeństwo.

Od samego początku widzimy, że nie będzie to cukierkowa opowieść. Kobieta, która zostaje sama z trójką dzieci, próbuje to wszystko jakoś ogarnąć. Nie pomaga jednak fakt, że jeden z synów jest zadziornym buntownikiem, drugi – nieprzystosowanym geniuszem, a córka wydaje się wiedzieć więcej niż powinna. Na początku wygląda to trochę jak powieść Balzaca z elementami fantasy. Bohaterowie zmagają się z nędzą, a magia nie rozwiązuje żadnych problemów. Ba! Na początku wydaje się je wręcz generować. Policja jest oczywiście po stronie bogatych, a biedni mogą tylko uciekać.

Bardzo podoba mi się to, że – choć od początku wiemy o istnieniu magicznego królestwa – nie tracimy kontaktu z rzeczywistością. Informacji o tym tajemniczym świecie jest tu jak na lekarstwo, a bohaterowie muszą zmagać się z bardzo przyziemnymi sprawami. Dzięki temu buduje się napięcie, zaciekawienie i nadzieję, że drugi tom sprosta oczekiwaniom i przyniesie więcej odpowiedzi.

W jednym, może w dwóch miejscach, miałam dziwne wrażenie, że to co czytam, jest jakoś bardziej topornie napisane. Nie wiem, czy to kwestia przekładu, czy spadku formy scenarzysty. Być może, jest to też wyłącznie moje subiektywne odczucie. Niemniej jednak nie zgrzytało mi to aż tak mocno, aby zepsuć przyjemność czytania całości.

Jeśli chodzi o samo wydanie: dostajemy komiks w formacie A4 i solidnej, twardej oprawie. A co najważniejsze, po otwarciu, nie traci się dobrego, pierwszego wrażenia. Nie zdziwcie się więc jeśli napiszę, że Aristophania: Królestwo Lazuru, to pozycja godna polecenia i na pewno z chęcią sięgnę po tom drugi.

 

Tytuł: Aristophania Tom 1: Królestwo Lazuru
Tytuł oryginalny: Aristophania 1 – Le Royaume d’Azur
Scenariusz: Xavier Dorison
Rysunki: Joël Parnotte
Wydawca: Taurus Media
Tłumaczenie: Jakub Syty
Rok wydania polskiego: 2021
Oprawa: twarda
Druk: kolor
Liczba stron: 64
Format: 215 x 290 mm
ISBN: 978-83-65465-63-4
Wydanie: I
Cena okładkowa: 50 zł

Droga Miecza – tom 2 [Recenzja]

Jeśli zrobisz to teraz, to co będzie zaraz? [Recenzja]