in

Dni, których nie znamy – Timothe Le Boucher [Recenzja]

 

Dzisiaj recenzja komiksu z wydawnictwa Non Stop Comics, który okazał się naprawdę interesującą niespodzianką. Dlaczego? Nie spodziewałem się tak bardzo dobrego komiksu, który jednocześnie wygląda tak niepozornie.

Zacznę od strony graficznej, a ta na pierwszy rzut oka zbyt mocno się nie wyróżnia. Rysunki są bardzo delikatne. Trochę przywodzą na myśl kreskówkę. Przyzwoicie narysowaną, ale bez specjalnych fajerwerków. Ale możecie być pewni, że to nie ilustracje stanowią o wyjątkowości tego albumu. To naprawdę poruszająca historia, dla której strona graficzna ma być tylko uzupełnieniem. A historia tutaj jest naprawdę genialna.

Nie miałem wielkich oczekiwań, gdy pobieżnie przeglądałem to wydanie, ale żadne słowa nie są w stanie opisać, jak bardzo przyjemnie się zawiodłem.

Opowieść zaczyna się bardzo niepozornie, gdy młody chłopak Lubin, akrobata po godzinach, pracujący w małym sklepie, podczas występu upada. Kolejne sceny to wyścig do miejsca pracy na rowerze, ścigając się z jadącym samochodem przyjacielem. Na miejscu okazuje się, że nasz bohater dosłownie stracił jeden dzień z życia. Nie pojawił się wczoraj w pracy, nie odzywał się i niczego nie pamięta. Wieczorem odwiedza go Gabrielle, jego dziewczyna z którą spędza noc, nad ranem się budzi i …okazuje się, że znowu umknął mu jeden dzień.

Przez kolejną nieobecność w pracy zostaje zwolniony. Podczas spotkania z przyjaciółmi, zaniepokojony Lubin, postanawia nie spać całą noc i imprezować, a rano mają wszyscy wyruszyć do Brukseli na ważne przesłuchanie i występy. Nasz bohater budzi się i oczywiście okazuje się, że kolejny dzień mu uciekł. Od tej pory historia wyraźnie przyspiesza. Lubin, dosłownie żyje co drugi dzień, a w dni które nie jest świadomy, władze nad jego ciałem przejmuje jego druga osobowość. Drugi, zupełnie inny Lubin, zachowujący się kompletnie inaczej, bardziej pragmatyczny i przebojowy. Zaczynają rozmawiać ze sobą za pomocą zostawianych na komputerze nagrań.

Przyjaciele i dziewczyna zaczynają wspierać go w tej trudnej sytuacji. Gabrielle prowadzi go do specjalisty, a jego drugie ja chodzi w swoje dni. Układ zaczyna się powoli sypać gdy okazuje się, że drugie, do tej pory samotne „ja” znajduje sobie swoją dziewczynę Tamarę.

Gabrielle odchodzi. Tamara, z partnerki drugiego ja, staje się dziewczyną pierwszego. Dziwna sytuacja komplikuje się bardziej gdy Lubin „znika” na dwa dni. I od tego momentu historia nabiera jeszcze większego tempa. Przerwy Lubina stają się coraz częstsze. Znika na dni, tygodnie, miesiące i lata. Powoli przerwy robią się dłuższe…a nasz bohater za każdym razem budzi się coraz starszy a świadomość jego wraca raz na nawet kilkadziesiąt lat.. Finałowe sceny mają miejsce, gdy jest on już bardzo stary, a jego matka i siostra nie żyją.

Historia walki o własne ja jest opisana tak genialnie, że naprawdę ciężko znaleźć tutaj jakieś słabe punkty. Nawet gdy niektóre sceny wydają się lekko naciągane (scena z Tamarą wracającą z Argentyny) totalnie nie przeszkadza w odbiorze tego albumu. Jest absolutnie wyjątkowy. Dawno już nie kibicowałem żadnemu bohaterowi tak bardzo jak Lubinowi. Całość wciągnęła mnie tak, że nie potrafiłem się oderwać, aż do samego końca. Autor, o którym przyznaje zupełnie szczerze, nie słyszałem wcześniej, zrobił na mnie piorunujące wrażenie tym komiksem. To jest bezapelacyjnie jedna z najlepszych rzeczy jakie w tym roku czytałem, a pozycji ukończonych mam na koncie naprawdę wiele. Opowieść ta jest naprawdę świetnie wydana. Twarda okładka, super papier i projekty postaci oraz ćwiczenia w ich postarzaniu na końcu albumu, razem tworzą wybuchową całość. Przyznaję, że tak jak bez emocji zaczynałem czytać, tak ciężko było mi się z tą historią rozstać.

 

Dane techniczne:

  • Wydanie: 2020
  • Autor: Timothe Le Boucher
  • Typ oprawy: Twarda
  • Wydawca: Non Stop Comics
  • Liczba stron: 208
  • ISBN: 978-83-66460-51-5
  • Cena okładkowa: 64,90 zł

Potworna Kolekcja [recenzja]

Authority, tom 1 [recenzja]